Slider

Polecane - wpisz "nie" jeśli nie chcesz tego gadżetu

Obserwuj bloga przez email

Jak przygotować się do lotu - 5 porad

Jak przygotować się do lotu - 5 porad

Loty samolotem i pobyt na lotnisku mogą być całkiem stresującym przeżyciem nawet dla osób, które latają często. Długie kolejki, przedłużająca się odprawa czy zmiany bramek i bieganie po terminalu zdarzają się częściej niż mogłoby się wydawać. Zwłaszcza ostatnimi czasy kiedy latanie bardzo się spopularyzowało i wiele osób wybiera właśnie ten środek transportu aby dostać się do innych krajów lub nawet przemieszczać się po Polsce. Dlatego postanowiłam dla Was przygotować listę moich sprawdzonych porad na sprawniejsze i przyjemniejsze loty. Pewnie większość tych porad będzie dla samolotowych wyjadaczy oczywista, ale czasem zapominamy właśnie o tych najbardziej podstawowych sprawach.


1. Bądź na lotnisku wcześniej
Ja lubię być na miejscu 2 lub 2,5 godziny przed odlotem, w zależności od tego czy lecę bez bagażu rejestrowanego czy też z nim. Biorę też pod uwagę lotnisko z którego odlatuję. W Polsce jest to Warszawa Modlin i tam zazwyczaj nie potrzeba zbyt wiele czasu, gdyż lotnisko jest maleńkie i gdy przejdziemy przez kontrolę jesteśmy już przy bramkach. Natomiast zagraniczne lotniska, z których najczęściej przyszło mi latać to Malaga, Edynburg i Glasgow - wszystkie są naprawdę duże i czasami dojście do bramki potrafi zająć do 20 minut. Jeśli do tego nie znacie lotniska warto dołożyć sobie kilkanaście dodatkowych minut. Ja zdecydowanie wolę być przed czasem i usiąść na spokojnie w kawiarni lub pobuszować po strefie bezcłowej niż biegać z obłędem w oczach, przepychając się między ludźmi. Bierzcie również pod uwagę termin, w którym podróżujecie - latem lotniska w typowo wakacyjnych miejscowościach będą obładowane do maksimum, a przed świętami czy sylwestrem większość lotnisk będzie przepełnionych ludźmi. Gorąco polecam oszczędzanie sobie stresu i przygotowanie się już wcześniej.

2. Spakuj rozsądnie bagaż podręczny

Przemyślenie i dokładne spakowanie mojego bagażu podręcznego jest dla mnie ważne przy każdym locie, który odbywam. W końcu są to rzeczy, które będę towarzyszyły mi podczas jego trwania. Co zatem znajdziecie w mojej podręcznej torbie?

Guma do żucia - mój niezbędnik na czas startu i lądowania samolotu. To wtedy zmienia się ciśnienie co możemy odczuć jako lekko nieprzyjemne zatykanie uszu. Można wtedy przełykać ślinę, ale z doświadczenia wiem, że u mnie miętowa guma sprawdza się dużo lepiej.

Kosmetyczka - nie zabieram ze sobą zbyt wiele, ponieważ moje loty nie są zbyt długie, ale ostrzegam, że powietrze we wnętrzu samolotu wysusza skórę w tempie ekspresowym. Zazwyczaj latam zatem bez makijażu, po wylądowaniu i tak wyglądał w większości przypadków okropnie. Przesuszenie skóry i drzemki robią swoje. Ja zabieram mały (30 ml) krem do rąk, balsam do ust i krem nawilżający lub olejek. Do tego dorzucam paczkę chusteczek oraz żel antybakteryjny i jestem gotowa.

Butelka z filtrem - jak większość z Was pewnie wie, nie możemy mieć w bagażu podręcznym płynów powyżej 100 ml. Oczywiście wyklucza to zabranie ze sobą wody mineralnej czy jakiegokolwiek napoju. Ale nie wyklucza to zabranie pustej butelki o dowolnej pojemności. Butelkę z filtrem możecie napełnić sobie w toalecie na lotnisku (ale nie w samolocie - nie pijcie podczas lotów ciepłych napojów serwowanych przed stewardessy - woda w samolotach jest naprawdę fatalna, lepiej zostać przy butelkowanych napojach). Nie dość, że taka butelka to fajne, ekologiczne rozwiązanie (tak dla mniejszej ilości plastiku!) to również ekonomiczne. Ceny za wodę mineralną na lotniskach potrafią przyprawić o zawrót głowy - w Warszawie jest to ok. 7 zł za pół litra. Z mojego doświadczenia wynika, że sytuacja przedstawia się najlepiej na brytyjskich lotniskach, gdzie różnica
to ok. 20-50 pensów, ale wciąż posiadanie takiej butelki jest moim zdaniem najlepszą opcją.

Przekąski - wiele osób zapomina, że na pokład samolotu możemy wnosić swoje własne jedzenie. Warto o tym pamiętać, bo wszelkie przekąski, tak jak i woda potrafią kosztować na lotnisku kilkukrotnie więcej. Na krótkich lotach nie gra to aż takiej roli, ale np. lot z Malagi do Warszawy trwa 4 godziny. Kiedy dołożymy do tego czas spędzony na lotnisku to daje nam ok. 6 godzin. Wybierając jedzenie, które zabierzemy ze sobą warto pomyśleć o naszych współpasażerach. Wierzcie mi, że siedzenie obok osób otwierających sobie mocno “pachnący” pasztet należy do wątpliwych przyjemności. Naprawdę można przeżyć te kilka godzin bez ukochanej kanapki z jajkiem czy kiełbasą. Ja zazwyczaj stawiam na coś neutralnego jak paluszki lub kanapki z serem czy chudą wędliną. Fajną opcją są też orzeszki.

Elektronika - loty potrafią się dłużyć zwłaszcza kiedy latacie sami. Ja mam przy sobie zawsze telefon, laptopa i słuchawki. Można zabrać również tablet lub czytnik ebooków - bierzcie co macie i co najlepiej wypełni Wam czas. Ja odkąd mam lekkiego laptopa zawsze stawiam na niego. Świetnie nadaje się do pisania - brak internetu = brak rozproszenia lub oglądania filmów i seriali. Warto również przygotować sobie jakąś fajną playlistę. Podczas startu i lądowania laptopy muszą być schowane, więc jest to dla mnie moment, kiedy mogę posłuchać muzyki - nie zapomnijcie tylko ściągnąć sobie playlisty na telefon, jeśli używacie Spotify lub Tidala.

Książki i gazety - jeśli nie macie czytnika tak jak ja, możecie po prostu zabrać ze sobą fajną książkę lub gazetę. Staram się nie kupować magazynów o modzie, które kiedyś absolutnie uwielbiałam, ale dla przelotów robię wyjątek. Mam chorobę lokomocyjną, więc czytanie w samochodzie odpada, ale w samolocie nie mam tego problemu dlatego z radością zanurzam się w lekturze. Dobrą opcją są też różnego rodzaju sudoku, krzyżówki i łamigłówki jeśli lubicie tego typu rzeczy :)

Maseczka do spania + zatyczki do uszu - niezbędne przy dłuższych lotach oraz tych nocnych lub bardzo wczesnych. Dla mnie zaśnięcie przy zapalonym świetle graniczy z cudem dlatego zawsze wrzucam taką maseczkę do torebki. Zatyczki nie są dla mnie konieczne, czasem ich rolę spełniają dla mnie słuchawki, ale jeśli traficie na małego, przestraszonego pasażera gdzieś w pobliżu to mogą się przydać.

3. Rozważ wykupienie priority line


To dla mnie najnowsze odkrycie. Warto przemyśleć taką opcję jeśli podróżujecie z bagażem rejestrowanym, wtedy można wykupić cały pakiet priority za niewielką dopłatą. W Ryanair zapłaciłam za takie udogodnienie jedynie dodatkowe 5 euro, w Polsce to ok. 30 zł, a ma to sporo plusów. Po pierwsze możecie zabrać dodatkową torebkę na pokład - idealną na te wszystkie drobiazgi, które wymieniłam w punkcie nr 2. Noszenie paszportu w tylnej kieszeni jeansów lub wyciąganie go za każdym razem z walizki nie jest najwygodniejsze. Po drugie możecie wybrać sobie miejsce, w którym chcecie siedzieć. Te najlepsze (pierwsze rzędy i te przy wyjściach ewakuacyjnych, z dodatkowym miejscem na nogi) są niedostępne, ale dla mnie nie ma to aż takiego znaczenia. Najbardziej zależy mi na tym, aby nie siedzeć w środku. Czuję się wtedy maksymalnie niekomfortowo. Zazwyczaj stawiam na miejsce przy oknie - dobre do drzemania i podziwiania widoków, gorzej z wycieczkami do toalety. Tak czy siak nieszczęsnego środka unikam jak ognia. Po trzecie macie priorytet przy wejściu na pokład. Warto pamiętać, że na pokładzie mieści się tylko 90 bagaży podręcznych, a reszta jest wysyłana do luku bagażowego. Jeśli macie w swojej walizce laptopa lub aparat, to warto mieć pewność, że nie będziecie zmuszeni do zabierania go na pokład w reklamówce, jak to kiedyś przydarzyło się mojej przyjaciółce.

4. Odpowiednio się ubierz
Ja polecam ubieranie się na cebulkę, np. T-shirt plus sweter. Ciężko przewidzieć jaka temperatura będzie panowała w samolocie, czasem jest gorąco a czasem wręcz przeciwnie. Dodatkowo miękki sweter można wykorzystać jako poduchę. Ja zazwyczaj biorę też ze sobą szalik (oczywiście jeśli przyda mi się również po wylądowaniu). W końcu szal = poduszka! Warto założyć również wygodne buty. Jeśli pogoda mi na to pozwala zakładam miękkie trampki - nie trzeba ich zdejmować w trakcie kontroli. Jeśli zdecydujecie się na coś z metalowymi elementami, np. botki, pamiętajcie o sensownych skarpetkach. Niby głupota, ale jak trzeba przeparadować przed tłumem ludzi w skarpetach z dziurą na placu, której nie zauważyliście rano po ciemku, to robi się trochę wstyd ;) Do tego oczywiście polecam stawiać na komfort. Spotkałam kiedyś na lotnisku dziewczynę, która opowiedziała mi historię, kiedy postanowiła założyć do samolotu szpilki. Bardzo pożałowała swoje decyzji, kiedy okazało się, że jej bramka jest na drugim końcu lotniska.

5. Pamiętaj o dokumentach i bilecie!
Absolutnie podstawowa sprawa i bez tego ani rusz! Możecie zapomnieć o gumie do żucia, wodzie czy szaliku, ale bez paszportu czy biletu zwyczajnie nigdzie nie polecicie. Ja mój bilet mam zawsze na telefonie, ale jak ktoś chciałby mieć całkowity spokój ducha to możecie sobie jeszcze dodatkowo taki bilet wydrukować. Kolejna sprawa to dokument. Niezależnie od tego czy bierzecie ze sobą paszport czy dowód osobisty - sprawdźcie jego datę ważności. Wszystkie dokumenty trzymajcie zawsze przy sobie, w końcu są ważne nie tylko w trakcie podróży.

To co? Głeboki wdech, zapinamy pasy i lecimy w przestworza :) Pamiętajcie, z lotami i lotniskami jest jak ze wszystkim w życiu - im więcej latacie tym jest Wam łatwiej. 

Wiosenne nowości w mojej kosmetyczce

Wiosenne nowości w mojej kosmetyczce

Muszę przyznać, że moje przerwy w blogowaniu stają się coraz dłuższe i bardzo mi się taki stan nie podoba. Energia, którą miałam na początku roku postanowiła mnie opuścić i przez cały luty i marzec moja kreatywność i chęć tworzenia czegokolwiek była bliska zeru. Z końcem marca poczułam jednak chęć na zabawę makijażem i testowanie nowych produktów. Wybrałam się zatem do drogerii i skorzystałam z promocji 3 za 2 na kosmetyki do makijażu. Tym sposobem do mojej kosmetyczki wpadło kilka nowości, którymi chciałabym się z Wami podzielić.
Nowością , która najbardziej rzuca się w oczy jest oczywiście paleta cieni do powiek Makeup Revolution Chocolate Rose Gold. Czekoladowe paletki od MUR są ich zdecydowanie najpopularniejszymi, ale do tej pory nie zdecydowałam się na zakup żadnej z nich. Dopiero Chocolate Rose Gold sprawiła, że moje serce zabiło mocniej. Zachwyciły mnie nie tylko kolory, ale również opakowanie. Czyż ten metaliczny efekt nie jest piękny?

Kolejny cień, który dołączył do mojej kolekcji to L'oreal Eye Paint w kolorze 205 Cocky Bisque. Cały czas poszukuję metalicznego cienia w szampańskim odcieniu, który sprawi, że makijaż będzie pięknie rozświetlony. Połyskujące cudo L'oreala zachwyca odcieniem, ale zobaczymy jak będzie z jego trwałością.

Ostatnią nowością do makijażu oczu jest tusz do rzęs L'oreal Paradise Extatic. Widziałam sporo recenzji, zarówno na polskim, jak i zagranicznym youtube i od tamtej pory bardzo chciałam ten tusz przetestować. Mam nadzieję, że faktycznie będzie tak dobra, jak wszyscy mówią :)
Jeśli chodzi o makijaż ust to ostatnimi czasy królują u mnie matowe pomadki w płynie. Nie mogłam więc odmówić sobie zakupu nowości od marki Maybelline, czyli Matte Ink w odcieniu 80 Ruler. Tę szminkę miałam już okazję potestować i mogę powiedzieć tylko jedno - jest fantastyczna! Chyba skuszę się też na inne odcienie ;)

Płynnych pomadek z Nyx używam już od jakiegoś czasu i bardzo lubię je za konsystencję i ogromny wybór kolorów. Dlatego, kiedy zobaczyłam, że wypuścili linię Soft Matte Metallic Lip Cream od razu złapałam mój ulubiony kolor, czyli Rome. Nie wiem czy będzie z tego miłość, ale staram się czasem wyjść z mojej comfort zone i przetestować coś zupełnie odmiennego.

Na fali wychodzenia z mojej makijażowej comfort zone kupiłam też lip topper. Tak, sama jestem w szoku, ale kiedy zobaczyłam w drogerii te drobinki (sroka!), po prostu nie mogłam mu się oprzeć. I tym sposobem Holografic Lip Topper od Barry M, w odcieniu Spellbound trafił do mojej kosmetyczki. I chociaż nie jest ani trochę holograficzny, to ma przepiękne, iskrzące głównie na różowo drobinki.

Ostatnim i zarazem najnowszym szminkowym zakupem jest pomadka Bourjois Rouge Edition w kolorze 17 Rose Millesime. Takie wykończenie to dla mnie kompletna nowość - połysk i niepełne krycie to coś po co wcześniej nie sięgałam. Jednak zainspirowana delikatnymi makijażami w tylu glow postanowiłam dać jej szansę.
Na koniec mamy dwa kosmetyki, które raczej nie wpasowały się motyw usta-oczy, który zdecydowanie dominuje wśród moich nowości. Mamy tutaj nowy produkt do brwi, czyli L'oreal Brow Artist Plumper w kolorze Medium Dark. To typowy żel do brwi, który nadaje im kolor i utrwala. Świetnie nadaje się do stosowania z pudrem do brwi lub solo, jeśli zależy nam na bardziej naturalnym efekcie.

I na koniec produkt, który zawłądnął internetem - korektor Makeup Revolution Conceal and Define w kolorze C1. Jeśli chodzi o korektory to mam swoich ulubieńców, więc nie podekscytowałam się zbytnio na wieść o nowym korektorze MUR. Jednak wszechobecne zachwyty, niska cena i łatwa dostępność w UK sprawiły, że skusiłam się na niego. Na razie jest w fazie testów i nadal nie wiem czy jest fantastyczny czy jednak wolę moich starych ulubieńców.

To już wszystkie nowości, które zagościły ostatnio w mojej kosmetyczce. Uzbierało się tego całkiem sporo i już nie mogę się doczekać testowania wszystkich kosmetyków. Na pewno dam Wam znać, które się sprawdziły, a które zawiodły.

A jakie kosmetyki Wy ostatnio kupiłyście? Dajcie znać w komentarzu!

Podsumowanie miesiąca + małe cele na marzec 2018

Podsumowanie miesiąca + małe cele na marzec 2018


Dopiero co kończyliśmy poprzedni rok i ściągaliśmy świąteczne ozdoby, a tu już powoli puka do nas marzec i zwiastuje koniec zimy. Ten koniec zimy jest dla mnie tylko taki w teorii, bo w Szkocji akutalnie mamy śnieżyce i prawdziwą zimę, co tutaj się praktycznie nie zdarza. Korzystam więc na maksa z tych niespodziewanych ilości śniegu, ale w głębi duszy czekam już na wiosnę.

Dwa pierwsze miesiące 2018 roku zleciały mi tak szybko, jakbym tylko mrugnęła i już ich nie ma! Styczeń został przyćmiony przeprowadzką, pożegnaniami, powitaniami i całą masą zmian. W lutym miałam nadzieję, że uda mi się wypracować rytm i lepiej się zorganizować, ale niestety nie pozostaje mi nic innego jak przyznać się do całkowitej porażki. Nowa praca pochłonęła mnie całkowicie i cały miesiąc minął mi na treningu i nauce. Niestety ucierpiało na tym wiele innych aspektów życia, jak blog czy sensowna dieta.
Jestem osobą, która bardzo potrzebuje w miarę stałego rytmu i te dwa ostatnio miesiące kompletnie mnie tego pozbawiły i tym samym rozbudziły we mnie lenia. Na szczęście powoli układam sobie wszystko krok po kroku i z nadzieją spoglądam na nowy miesiąc.

Moje małe cele na marzec 

  • Wyjść ze strefy komfortu
W marcu postanowiłam zrobić coś nowego i zapisałam się na spotkanie dla instagramerów z Edynburga. Wizja wyjścia z gdzieś z grupą ludzi, których komplenie nie znam dosłownie mnie przeraża, ale postanowiłam nie dać się temu uczuciu i wyjść ze swojej strefy komfortu. W końcu najgorsze co może się zdarzyć to "zmarnowane" 2 godziny z życia. Mam jednak nadzieję, że będę się dobrze bawiła i miała okazję poznać ciekawych ludzi.
  • Przeczytać minimum dwie książki
W lutym wybrałam się do moje lokalnej biblioteki i przepadłam! Od dziecka uwielbiałam czytać, ale chęć na książki nachodzi mnie falami. Teraz jestem w fazie pt. "czytaj ile wlezie", więc staram się z tego stanu korzystać jak tylko mogę. W lutym przeczytałam dwie książki i zaczęłam trzecią i chcialabym utrzymać taką częstotliwość również w marcu.
  • Wrócić do regularnego pisania bloga
Jest mi niesamowicie przykro, że tak zaniedbałam bloga w zeszłym miesiącu. Kompletnie nie mogłam zmobilizować się do tworzenia jakichkolwiek treści. Na szczęście ta zła passa i poczucie wszechogarniającego lenistwa powoli odchodzi, więc zaczynam działać! Jeszcze w lutym zmieniłam szablon na blogu. Poprzedni nie do końca mi się podobał i zniechęcało mnie to do publikowania. Z pomocą przyszła niezastąpiona Karolina z bloga Karografia! To właśnie ona jest autorką tego pięknego motywu, który nazywa się Chloe i możecie kupić go tutaj.
  • Odwiedzić nowe miejsce w Edynburgu
Pewnie sami wiecie jak ciężko jest być turystą we własnym mieście. Ale po sześciu miesiącach rozłąki, obiecałam sobie, że tym razem zacznę częściej zwiedziać nieznane mi miejsca w stolicy Szkocji. Może to być muzeum, restauracja albo po prostu nowa dzielnica. 

Jakie są Wasze małe cele na marzec? Podzielcie się nimi w komentarzach! 
Copyright © DailyAlexa , Blogger