Slider

Polecane - wpisz "nie" jeśli nie chcesz tego gadżetu

Obserwuj bloga przez email

Wiosenne nowości w mojej kosmetyczce

Wiosenne nowości w mojej kosmetyczce

Muszę przyznać, że moje przerwy w blogowaniu stają się coraz dłuższe i bardzo mi się taki stan nie podoba. Energia, którą miałam na początku roku postanowiła mnie opuścić i przez cały luty i marzec moja kreatywność i chęć tworzenia czegokolwiek była bliska zeru. Z końcem marca poczułam jednak chęć na zabawę makijażem i testowanie nowych produktów. Wybrałam się zatem do drogerii i skorzystałam z promocji 3 za 2 na kosmetyki do makijażu. Tym sposobem do mojej kosmetyczki wpadło kilka nowości, którymi chciałabym się z Wami podzielić.
Nowością , która najbardziej rzuca się w oczy jest oczywiście paleta cieni do powiek Makeup Revolution Chocolate Rose Gold. Czekoladowe paletki od MUR są ich zdecydowanie najpopularniejszymi, ale do tej pory nie zdecydowałam się na zakup żadnej z nich. Dopiero Chocolate Rose Gold sprawiła, że moje serce zabiło mocniej. Zachwyciły mnie nie tylko kolory, ale również opakowanie. Czyż ten metaliczny efekt nie jest piękny?

Kolejny cień, który dołączył do mojej kolekcji to L'oreal Eye Paint w kolorze 205 Cocky Bisque. Cały czas poszukuję metalicznego cienia w szampańskim odcieniu, który sprawi, że makijaż będzie pięknie rozświetlony. Połyskujące cudo L'oreala zachwyca odcieniem, ale zobaczymy jak będzie z jego trwałością.

Ostatnią nowością do makijażu oczu jest tusz do rzęs L'oreal Paradise Extatic. Widziałam sporo recenzji, zarówno na polskim, jak i zagranicznym youtube i od tamtej pory bardzo chciałam ten tusz przetestować. Mam nadzieję, że faktycznie będzie tak dobra, jak wszyscy mówią :)
Jeśli chodzi o makijaż ust to ostatnimi czasy królują u mnie matowe pomadki w płynie. Nie mogłam więc odmówić sobie zakupu nowości od marki Maybelline, czyli Matte Ink w odcieniu 80 Ruler. Tę szminkę miałam już okazję potestować i mogę powiedzieć tylko jedno - jest fantastyczna! Chyba skuszę się też na inne odcienie ;)

Płynnych pomadek z Nyx używam już od jakiegoś czasu i bardzo lubię je za konsystencję i ogromny wybór kolorów. Dlatego, kiedy zobaczyłam, że wypuścili linię Soft Matte Metallic Lip Cream od razu złapałam mój ulubiony kolor, czyli Rome. Nie wiem czy będzie z tego miłość, ale staram się czasem wyjść z mojej comfort zone i przetestować coś zupełnie odmiennego.

Na fali wychodzenia z mojej makijażowej comfort zone kupiłam też lip topper. Tak, sama jestem w szoku, ale kiedy zobaczyłam w drogerii te drobinki (sroka!), po prostu nie mogłam mu się oprzeć. I tym sposobem Holografic Lip Topper od Barry M, w odcieniu Spellbound trafił do mojej kosmetyczki. I chociaż nie jest ani trochę holograficzny, to ma przepiękne, iskrzące głównie na różowo drobinki.

Ostatnim i zarazem najnowszym szminkowym zakupem jest pomadka Bourjois Rouge Edition w kolorze 17 Rose Millesime. Takie wykończenie to dla mnie kompletna nowość - połysk i niepełne krycie to coś po co wcześniej nie sięgałam. Jednak zainspirowana delikatnymi makijażami w tylu glow postanowiłam dać jej szansę.
Na koniec mamy dwa kosmetyki, które raczej nie wpasowały się motyw usta-oczy, który zdecydowanie dominuje wśród moich nowości. Mamy tutaj nowy produkt do brwi, czyli L'oreal Brow Artist Plumper w kolorze Medium Dark. To typowy żel do brwi, który nadaje im kolor i utrwala. Świetnie nadaje się do stosowania z pudrem do brwi lub solo, jeśli zależy nam na bardziej naturalnym efekcie.

I na koniec produkt, który zawłądnął internetem - korektor Makeup Revolution Conceal and Define w kolorze C1. Jeśli chodzi o korektory to mam swoich ulubieńców, więc nie podekscytowałam się zbytnio na wieść o nowym korektorze MUR. Jednak wszechobecne zachwyty, niska cena i łatwa dostępność w UK sprawiły, że skusiłam się na niego. Na razie jest w fazie testów i nadal nie wiem czy jest fantastyczny czy jednak wolę moich starych ulubieńców.

To już wszystkie nowości, które zagościły ostatnio w mojej kosmetyczce. Uzbierało się tego całkiem sporo i już nie mogę się doczekać testowania wszystkich kosmetyków. Na pewno dam Wam znać, które się sprawdziły, a które zawiodły.

A jakie kosmetyki Wy ostatnio kupiłyście? Dajcie znać w komentarzu!

Podsumowanie miesiąca + małe cele na marzec 2018

Podsumowanie miesiąca + małe cele na marzec 2018


Dopiero co kończyliśmy poprzedni rok i ściągaliśmy świąteczne ozdoby, a tu już powoli puka do nas marzec i zwiastuje koniec zimy. Ten koniec zimy jest dla mnie tylko taki w teorii, bo w Szkocji akutalnie mamy śnieżyce i prawdziwą zimę, co tutaj się praktycznie nie zdarza. Korzystam więc na maksa z tych niespodziewanych ilości śniegu, ale w głębi duszy czekam już na wiosnę.

Dwa pierwsze miesiące 2018 roku zleciały mi tak szybko, jakbym tylko mrugnęła i już ich nie ma! Styczeń został przyćmiony przeprowadzką, pożegnaniami, powitaniami i całą masą zmian. W lutym miałam nadzieję, że uda mi się wypracować rytm i lepiej się zorganizować, ale niestety nie pozostaje mi nic innego jak przyznać się do całkowitej porażki. Nowa praca pochłonęła mnie całkowicie i cały miesiąc minął mi na treningu i nauce. Niestety ucierpiało na tym wiele innych aspektów życia, jak blog czy sensowna dieta.
Jestem osobą, która bardzo potrzebuje w miarę stałego rytmu i te dwa ostatnio miesiące kompletnie mnie tego pozbawiły i tym samym rozbudziły we mnie lenia. Na szczęście powoli układam sobie wszystko krok po kroku i z nadzieją spoglądam na nowy miesiąc.

Moje małe cele na marzec 

  • Wyjść ze strefy komfortu
W marcu postanowiłam zrobić coś nowego i zapisałam się na spotkanie dla instagramerów z Edynburga. Wizja wyjścia z gdzieś z grupą ludzi, których komplenie nie znam dosłownie mnie przeraża, ale postanowiłam nie dać się temu uczuciu i wyjść ze swojej strefy komfortu. W końcu najgorsze co może się zdarzyć to "zmarnowane" 2 godziny z życia. Mam jednak nadzieję, że będę się dobrze bawiła i miała okazję poznać ciekawych ludzi.
  • Przeczytać minimum dwie książki
W lutym wybrałam się do moje lokalnej biblioteki i przepadłam! Od dziecka uwielbiałam czytać, ale chęć na książki nachodzi mnie falami. Teraz jestem w fazie pt. "czytaj ile wlezie", więc staram się z tego stanu korzystać jak tylko mogę. W lutym przeczytałam dwie książki i zaczęłam trzecią i chcialabym utrzymać taką częstotliwość również w marcu.
  • Wrócić do regularnego pisania bloga
Jest mi niesamowicie przykro, że tak zaniedbałam bloga w zeszłym miesiącu. Kompletnie nie mogłam zmobilizować się do tworzenia jakichkolwiek treści. Na szczęście ta zła passa i poczucie wszechogarniającego lenistwa powoli odchodzi, więc zaczynam działać! Jeszcze w lutym zmieniłam szablon na blogu. Poprzedni nie do końca mi się podobał i zniechęcało mnie to do publikowania. Z pomocą przyszła niezastąpiona Karolina z bloga Karografia! To właśnie ona jest autorką tego pięknego motywu, który nazywa się Chloe i możecie kupić go tutaj.
  • Odwiedzić nowe miejsce w Edynburgu
Pewnie sami wiecie jak ciężko jest być turystą we własnym mieście. Ale po sześciu miesiącach rozłąki, obiecałam sobie, że tym razem zacznę częściej zwiedziać nieznane mi miejsca w stolicy Szkocji. Może to być muzeum, restauracja albo po prostu nowa dzielnica. 

Jakie są Wasze małe cele na marzec? Podzielcie się nimi w komentarzach! 
"Make Photography Easier" - recenzja

"Make Photography Easier" - recenzja


Podejrzewam, że wiele z Was miało już okazję przeczytać najnowszą książkę Kasi Tusk lub przynajmniej o niej słyszałyście i widziałyście recenzje. A opinie na jej temat, jak zresztą na temat samego bloga Kasi potrafią być bardzo zróżnicowane. Ja osobiście jestem wielką fanką jej bloga, podobała mi się również jej pierwsza książka. Rozumiem jednak zarzuty dotyczące brak realizmu, zbytnią idealizację życia i brak widocznej osobowości autorki. Mnie taka konwencja strony odpowiada, traktuję go bardziej jako hybrydę bloga osobistego i poniekąd magazynu. Blog w stu procentach spełnia moje oczekiwania, bo oczekuję od niego właśnie tego perfekcjonizmu, dozy inspiracji wnętrzarskich (mieszkanie Kasi jest bardzo w moim guście) i modowych i przepięknych fotografii. Chyba dlatego książka również je spełniła.

“Make photography easier” - dla kogo i o czym?

Rozwiejmy zatem wątpliwości i powiedzmy sobie szczerze czego można się po tej książce spodziewać. Książka Kasi to nie klasyczny poradnik dotyczący fotografii - nie znajdziemy w nim definicji ISO czy przysłony, ani podstaw obsługi lustrzanki. W książce nie ma w ogóle porad stricte technicznych, dotyczących aparatów fotograficznych ani innego sprzętu czy oprogramowania do edycji zdjęć. To nie jest książka dla doświadczonych fotografów, ani też dla laika szukającego podstawowych terminów fotograficznych i ich wyjaśnienia. Sama Kasia wspominała na swoich social mediach, że nie taki był cel jej książki i, że takich poradników na rynku jest już mnóstwo.

Do kogo zatem jest skierowana? Dla osób prowadzących konta na instagramie lub blogi lifestylowe. Dla osób, które chciałyby mieć ładniejsze zdjęcia w rodzinnych albumach, ale nie interesują się za bardzo fotografią. Dla osób, które szukają inspiracji i pomysłów na to jak sprawić, aby ich zdjęcia były bardziej klimatyczne.

Książka jest podzielona na rozdziały, które pozwalają nam w łatwy sposób znaleźć treść, której szukamy. W książce znajdziemy dużo prostych porad, które w łatwy sposób i niskim (lub zerowym) nakładem kosztów możemy zastosować od razu. Praktyczne sposoby na urządzenie mieszkania tak, aby było fantastycznym tłem do zdjęć, triki jak wychodzić ładnie i naturalnie na fotografiach czy porady dotyczące robienia zdjęć telefonem - te wszystkie elementy można znaleźć w “Make Photography Easier”.

To co najbardziej podoba mi się w książce Kasi Tusk to przystępność treści. Nawet kompletny laik będzie w stanie zrozumieć i zastosować wszystkie porady. Dużym plusem jest też dla mnie dział o fotografii telefonem komórkowym. Fantastycznie pokazuje, że nie trzeba kupować drogiego sprzętu - na domowe potrzeby wystarczy nam telefon i kilka trików. Ale moją ulubioną częścią jest rozdział o fotografowaniu naszych najbliższych, wywoływaniu zdjęć i ich eksponowaniu. Czasami zdaje mi się, że przy ogromnej modzie na fotografię typu flatlay czy fantastyczne ujęcia wnętrz czy też miejsc, zapominamy o ludziach. Zamiast 30 ujęć choinki pod różnymi kątami, warto uchwycić na zdjęciach najbliższych nam ludzi - to te zdjęcia będą miały dla nas po latach największą wartość.

A czy Wy miałyście okazję czytać już najnowszą książkę Kasi? Jakie są Wasze wrażenia?
Copyright © DailyAlexa , Blogger