Obserwuj bloga przez email

Czego nauczył mnie 2017 rok + ulubione wspomnienia

Czego nauczył mnie 2017 rok + ulubione wspomnienia

Długo zastanawiałam się nad słowem, które dobrze opisałoby rok 2017, ale tylko jedno wracało jak bumerang - dziwny. Ten rok był zwyczajnie dziwaczny, trochę bez ładu i składu, wprowadził sporo bałaganu, a mało stabilizacji. A jednak patrząc z perspektywy czasu nie powiedziałabym, że był zły. Powiedziałabym nawet, że był dobry, bo wraz ze wszystkimi tymi zawirowaniami przyszły cenne lekcje życiowe. Dzisiaj mam dla Was 3 rzeczy, których nauczyłam się w 2017 roku uzupełnione moimi ulubionymi zdjęciami i wspomnieniami z minionego roku.

STYCZEŃ 1. Styczniowe spacery po zimnym, ale słonecznym Edynburgu 2. Przyjęcie-niespodzianka, które zorganizowały dla mnie przyjaciółki w Polsce 3. Czas w mojej ukochanej Łodzi 
LUTY 4. Odkrwyanie innej strony Edynburga 5. Pierwsze podejście do kuchni hiszpańskiej 6. Zwiedzanie Surgeons' Hall museum 
MARZEC 7. Wspinaczka na Scott Monument 8. Wyprawa do Musselburgh 9. Pierwszy wyjazd do Malagi i moje ulubione palmy

1. Nauczyłam się utrzymywać kontakt na odległość. Tak, jestem tą znajomą, która nigdy nie odpisuje ;) Zwyczajnie zapominam, gdzieś mi to umyka i te wiadomości potrafią wisieć przez kilka tygodni, aż potem głupio mi cokolwiek napisać, kiedy już się zorientuję, że nie odpisałam. Życie poza granicami Polski wymusiło na mnie jednak zwrócenie większej uwagi na utrzymywanie kontaktów przez komunikatory i telefon. Jestem dumna, że w natłoku zmian udało mi się podtrzymać tyle znajomości na odległość, zwłaszcza, że na ten moment znajomych mam rozrzuconych po wielu krajach.

KWIECIEŃ 1. Trochę wiosny w Szkocji 2. Częste wypady do naszej ulubionej azjatyckiej knajpy 3. Zachwycające zachody słońca na Royal Mile
MAJ 4. Majowe popołudnie w domu rodzinnym 5. Kolejne podejście do kuchni hiszpańskiej 6. Wyprawa do ogrodu botanicznego i zachwycających szklarni
CZERWIEC 
7. Ostatnie dni w Edynburgu, które rozpieściły nas pogodą 8. Kolejny pobyt w polsce i spacery po lesie 9. Przeprowadzka i pierwsze dni pod słońcem Hiszpanii

2. Nauczyłam się przyznawać do porażek. Czasem trzeba przyznać się samemu przed sobą, że podjęta przez nas decyzja nie była najlepsza. Jako osoba z natury baaardzo uparta czasami wolałam tkwić w jakiejś sytuacji niż przyznać przez sobą i innymi, że podjęłam złą decyzję. W tym roku nauczyłam się, że o wiele lepiej przyznać się do pomyłki lub porażki i próbować coś zmienić, niż iść w zaparte i męczyć się w pracy/związku/mieście. Czasem nie da się przewidzieć czy coś nam odpowiada, dopóki tego nie spróbujemy. Ja w tym roku podjęłam dość spontaniczną decyzję o przeprowadzce, która okazała się nizbyt trafionym pomysłem, ale bez niej nie dowiedziałabym się, że słoneczna Hiszpania nie jest moim miejscem na ziemi.

LIPIEC 1. Plażowanie w Hiszpanii 2. Kolacja z pewnej wyjątkowej okazji 3. Zwiedzanie przepięknej Nerji 
SIERPIEŃ 4. Moja pierwsza hiszpańska feria! 5. Świętowanie moich 24-tych urodzin 6. Weekendowy wypad do Granady
WRZESIEŃ 7. Kolejny pobyt w Polsce i wesele 8. Śniadanie w kanjpce mojej koleżanki ze studiów 9. Urodzinowa impreza i przepiękny prezent  

3. Przekonałam się, że nadmiar wolnego czasu wcale nie jest taki fajny. Kiedy pracujemy i uczymy się zazwyczaj większość z nas tylko czeka na weekend lub urlop. Ja w tym roku wylądowałam na nieplanowym, prawie 6-miesięcznym urlopie i powiem Wam, że było... nudno! Teraz rozumiem ludzi, którzy po przejściu na emeryturę nie wiedzą co mają ze sobą zrobić. Przez nadmiar czasu ciężko było mi się zorganizować, bo wydawało mi się, że na wszystko i tak mam czas. Koniec końców dni zlewały się w całość, a mi coraz trudniej było się zmobilizować do jakiejkolwiek pracy. Na szczęście udało mi się w końcu wyjść z tego kręgu lenistwa, ale łatwo nie było.

PAŹDZIERNIK 1. Długie spacery i korzystanie z wyjątkowej pogody 2. Chwile z moimi ukochanymi psiakami 3. Przepiękna Antequera 
LISTOPAD 4. Świętowanie urodzin mojego chłopaka 5. Założenie bloga 6. Popołudnie w Maladze i spotkanie z dawno niewidzianym znajomym
GRUDZIEŃ 7. Święta w domu rodzinnym 8. Pierwsze spotkanie z adoptowanym psiakem moich rodziców 9. Trzecia Wigilia i secret santa w gronie moich przyjaciółek 

Wszystkie zdjęcia z tego posta zostały wykonane telefonem. Może nie są najlepiej wykadrowane, doświetlone i ostre, ale i tak skrupulatnie zapisywałam je wszystkie przez cały rok w internetowej chmurze. Podczas przeglądania ich pod koniec roku na potrzeby tego posta zauważyłam jak wiele rzeczy umyka naszej pamięci. Byłam przekonana, że poza zmianą miejsca zamieszkania nic się w tym roku nie wydarzyło. Dopiero przejrzenie tych zdjęć przypomniało mi o wszystkich spacerach, wyjściach do restauracji, miłych popołudniach, które miały miejsce w tym roku. Te drobne rzeczy, które sprawiają, że dzień staje się lepszy. I okazuje się, że dzięki nim cały rok staje się lepszy. Polecam Wam gromadzenie takich ujęć i wrócenie do nich na koniec roku. Może nie nadadzą się do wydrukowania i włożenia do rodzinnego albumu, ani nawet do wstawienia na instagrama, ale przypomną Wam o tych wszystkich małych przyjemnościach i wyjątkowych chwilach, o których pewnie zapomnieliście.

Z okazji nowego roku życzę Wam i sobie samej większego doceniania tego co mam. Cieszenia się drobiazgami, zamiast wiecznego czekania na jakieś wielkie wydarzenie. Mam nadzieję, że 2018 roku wszyscy znajdziemy wiele okazji do uśmiechu i radości. 

A jakie są Wasze ulubione momenty 2017 roku? Dajcie koniecznie znać w komentarzach! Do zobaczenia w nowym roku!

7 najwspanialszych grudniowych tradycji

7 najwspanialszych grudniowych tradycji

Grudzień to chyba mój ulubiony miesiąc w roku - uwielbiam święta i całą ich otoczkę. Ale ten magiczny okres to nie tylko śnieg, światełka i choinka. Dla mnie to przede wszystkim czas spędzony z rodziną i przyjaciółmi. Zwłaszcza teraz, kiedy mieszkam za granicą jeszcze bardziej doceniam ten wyjątkowy czas. Teraz, kiedy jestem w moim domu rodzinnym zaczęłam myśleć o tych wszystkich mniejszych i większych tradycjach, które sprawiają, że grudniowe dni mają w sobie tyle uroku i wybrałam siedem moich ulubionych.


1. Wyglądanie pierwszej gwiazdki 
To tradycja którą opisałam już w moim świątecznym tagu, jako moją absolutnie ulubioną. W wigilijny wieczór wyznacznikiem rozpoczęcia kolacji w moim domu było zawsze pojawienie się pierwszej gwiazdki na niebie. Jako dziecko biegałam od okna do okna i wyglądałam czy na niebie pojawiła się już ta pierwsza, najważniejsza gwiazda. Teraz, kiedy jestem dorosła nie stosujemy się do tej zasady zbyt często, ale został mi do niej niesamowity sentyment i w tym roku na pewno wyjrzę przez okno. 

2. Secret Santa
Od trzech lat wraz z moimi przyjaciółkami organizujemy sobie losowanie prezntów. Potem całą paczką spotykamy się na naszą własną mini Wigilię. To naprawdę fantastyczny wieczór, na który czekam cały rok. Nigdy nie brakuje śmiechu, szczerych rozmów i wina :)

3. Odpalenie świątecznej playlisty
Jeśli czytałyście moje wcześniejsze posty świąteczne to pewnie wiecie, że nie słucham muzyki świąteczej przed pierwszym grudnia. Dlatego ten pierwszy grudniowy poranek stał się dla mnie wyjatkowy - muzyka brzmi w głośnikach, a ja podśpiewując wyciągam pierwsze dekoracje. W tym roku było jeszcze lepiej - playlistę odpalałam z moją równie mocno zakręconą na punkcie świąt Asią. Oczywiście nie obyło się bez wielkiego odliczania - 3...2...1... Święta start :)

4. Oglądanie filmów w rodzinnym gronie
Głównie świątecznych, ale nie tylko. W tym roku mam podwójną radość, bo na początku grudnia filmy oglądałam z rodziną mojego chłopaka, a teraz oglądam je z moją. Z mamą stawiamy zazwyczaj na klasykę - "Love atually" albo nasze polskie "Listy do M.". Za to z chłopakiem i jego mamą obejrzeliśmy moją ukochaną bajkę "Artur ratuje Gwiazdkę" popijając przy tym gorącą czekoladę. Z tatą oglądamy cokolwiek, tata i tak zasypia po 15 minutach. Ale chyba nie wyobrażam sobie nie słyszeć chrapania taty, kiedy oglądamy filmy. Ot kolejna mała"tradycja" ;)


5. Ubieranie choinki i przystrajanie domu
W dzieciństwie zawsze ubierałam ją z rodzicami, teraz to mój mały obowiązek, chociaż nie wiem czy mogę to tak nazwać, bo to czysta przyjemność. Tata zawsze pomoże mi ze światełkami, mama wyskoczy z kuchni i podpowie gdzie brakuje bombek. Niby nie wieszamy bombek i łancuchów razem, ale i tak jest super rodzinnie. 

6. Mikołajki
No właśnie, a Wam gdzie Mikołaj wkłada prezenty? Kiedy byłam mała wkładało się je do buta.  Potem mama uszyła mi piękną skarpetę, wtedy nie można było po prostu wyjść do pierwszego lepszego sklepu i sobie takiej kupić. Mam ją do dzisiaj i chciałabym zachować - jeśli kiedyś będę miała dziecko to mikołajkowe prezenty będzie dostawało w tej samej skarpecie co ja jako dzieciak. To zawsze były drobiazgi i jakieś słodkości, ale z ekscytacji nie mogłam nigdy zasnąć, bo wiedziałam, że rano znajdę upominek. 

7. Pakowanie prezentów 
Kocham pakowanie prezentów i jakbym mogła to założyłabym sobie jakiś karton na te wszystkie papiery, kokardki, tasiemki i inne ozdobne drobiazgi. Co roku wybieram jakiś motyw przewodni i w jeden wieczór siadam na podłodzę i zawijam, zawijam, zawijam. Chyba mam to również po mojej mamie, która ma wielkie artystyczne wyczucie i jej prezenty są zawsze przepięknie spakowane. 


A Wy jakie tradycje grudniowo-świąteczne lubicie najbardziej? Jak wygląda grudzień w Waszych domach? Dajcie znać w komentarzach!

Świąteczny TAG!

Świąteczny TAG!

Z okazji zbliżających się świąt Bożego Narodzenia postanowiłam przygotować dla Was mały świąteczny tag. Wymyśliłam 12 gwiazdkowych pytań dotyczących wszystkiego co bożonarodzeniowe - od ulubionych piosenek po tradycje. Mam nadzieję, że spodobają Wam się zarówno pytania, jak i moje odpowiedzi oraz, że same skusicie się na poświęcenie chwili na odpowiedzenie na pytania. Jeśli macie bloga to serdecznie zachęcam do wykorzystania tej listy, z wielką chęcią przeczytam Wasze odpowiedzi! 



  1. Jaki jest Twój ulubiony świąteczny zwyczaj?
    Mój ulubiony świąteczny zwyczaj to zdecydowanie wyglądanie pierwszej gwiazdki. Nie wiem czy w Waszych domach też była taka tradycja, ale u mnie do kolacji wigilijnej zasiada się dopiero kiedy pierwsza gwiazda pojawi się na niebie. Do dzisiaj pamiętam, kiedy jako mała dziewczynka biegałam podekscytowana od okna do okna w poszukiwaniu tej pierwszej gwiazdki, która zwiastowała dla mnie rozpoczęcie celebrowania świąt i oczywiście zbliżające się prezenty :) Do dzisiaj został mi niesamowity sentyment do tej tradycji i chociaż nie zawsze czekamy już na pierwszą gwiazdkę to i tak lubię zerknąć przez okno w wigilijny wieczór. 
  2. Jakie jest Twoje absolutnie ukochane wigilijne danie?
    Grzybowa! U mnie w domu grzybową je się raz w roku. Dosłownie. Chyba to sprawia, że tak bardzo jej wyczekuję.
  3. Jaka jest Twoja ulubiona świąteczna piosenka i/lub kolęda?
    Moja ulubiona piosenka świąteczna to „Santa baby” Earthy Kitt, natomiast ulubiona kolęda nie jest tradycyjna, to bardziej pastorałka „Kolęda płynie z wysokości” Pospieszalskich i sióstr Steczkowskich - mama kupiła wiele lat temu płytę, na której znajduje się ten utwór i słuchamy go co roku. 
  4. Kiedy otwierasz prezenty? W Wigilię, pierwszego dnia świąt czy w jeszcze inny dzień?
    Zawsze w Wigilię, po zakończonej kolacji :)
  5. Kto przynosi do Ciebie prezenty? Mikołaj, Gwiazdor czy może Aniołek?
    W moim regionie prezenty przynosi Święty Mikołaj. 
  6. Która choinka u Ciebie króluje - żywa czy sztuczna? A może nie masz jej wcale?
    Od wielu, wielu lat żywa. Nie wyobrażam sobie świąt ze sztuczną, nic nie przebije tego zapachu.
  7. Jakie masz podejście do dekorowania domu na Święta? Idziesz na całość, poprzestajesz na choince czy w ogóle odpuszczasz sobie to całe dekorowanie?
    Po mamie odziedziczyłam zamiłowanie do dekorowania, więc powiedziałabym, że idziemy na całość, chociaż staramy się unikać przesady. 
  8. Czy posiadasz jakieś bombki/ozdoby, które są w Twoje rodzinie od pokoleń? Jeśli tak to koniecznie się nimi pochwal i opowiedz ich historię :)
    Najstarsze bombki jakie posiadamy, to ozdoby z dzieciństwa mojej mamy. Są to takie małe ludziki z drucikowymi rączkami i nóżkami. Jako dziecko uwielbiałam się nimi bawić, zresztą tak samo jak moja mama kiedy była dzieckiem. Mamy też całkiem sporo bombek z mojego dzieciństwa. Mieliśmy taki uroczy komplet czterech bombek z Mikołajem, które uwielbiałam i do tej pory uwielbiam, ale aktualnie mamy tylko trzy, bo jedna nie przeżyła ataku paszczy mojego psa. 
  9. Czy masz jakieś wymarzone miejsce na ziemi, w którym chciałabyś spędzić święta lub czas przed świętami? Londyn, Paryż, egzotyczna wyspa albo domek gdzieś w górach?
    Jak święta to tylko w domu. Ale ten magiczny przedświąteczny czas chętnie spędziłabym w Nowym Jorku.
  10. Czy przywiązujesz dużą wagę do pakowania prezentów? Sama skrupulatnie owijasz wszystko w papier, wkładasz do torebek czy ktoś pakuje za Ciebie?
    Uwielbiam samodzielnie pakować prezenty! W torebkach lądują tylko wyjątkowo uparte gagatki o dziwnych kształtach. Co roku kupuję papier, bileciki i wstążki i pakuję prezenty z „Krainą lodu” w tle. Nie wiem dlaczego akurat ten film, ale to już trzeci rok kiedy będzie towarzyszył mi podczas pakowania prezentów.
  11. Co wolisz - prezenty niespodzianki czy zaplanowane?
    Lubię mieć niespodzianki, jest w tym coś magicznego. Chociaż teraz kiedy jestem starsza oczywiście częściej zdarza mi się dostawać zaplanowane prezenty. Pragmatyzm czasem wygrywa ;) 
  12. Co sprawia, że święta są dla Ciebie magiczne?
    Rodzina! Ale myślę, że to oczywista odpowiedź. Jeśli chodzi o bardziej błahe sprawy to śnieg, żywa choinka i ta pyszna grzybowa :) 

Czekam na Wasze odpowiedzi w komentarzach lub na Waszych blogach! Jeśli zdecydujecie się wykorzystać te pytania na Waszych stronach koniecznie dajcie mi znać w komentarzu :) 
Moje ulubione gry planszowe

Moje ulubione gry planszowe

Jak pisałam w moim poście na temat relaksu bez internetu, planszówki to jeden z moich ulubionych pomysłów na spędzenie wolnego czasu. Nie tylko możemy oderwać się od ekranu czy wytężyć mózg, ale również spędzić fajnie czas z rodziną lub znajomymi. Dzisiaj chciałabym Wam zaprezentować moje cztery ulubione gry planszowe - są świetnym pomysłem na prezent. Dla kogoś lub dla Was samych :)



To mój ulubieniec jeśli chodzi o grę w większym gronie. Jest to gra typu trivia, ale z małym twistem. Razem z moim chłopakiem i naszymi współlokatorami spędziliśmy nad nią długie godziny. Możemy grać solo albo w drużynach. W każdej rundzie losujemy 4 kategorie pytań i nadajemy im wartość punktową od 1 do 4 w zależności od naszej wiedzy na dany temat. A kategorii jest aż 20 i są naprawdę zróżnicowane - od filmu, przez język, aż po biznes i nauki ścisłe. Zasady są proste - każda drużyna dostaje pytanie ze swojej kategorii i jeśli znają poprawną odpwiedź to ruszają do przodu o odpowiednią ilość pól. Ale, ale! Każda drużyna ma trzy kolorowe kafelki z literkami "b" oraz "z". Dzięki nim możemy podmienić jedną z naszych kategorii, zabierając przeciwnej drużynie taką, która bardziej nam odpowiada lub podkrać im pytanie, jeśli nie znają na nie odpowiedzi. Wadą jest brak gry w języku polskim, ale jestem pewna, że z łatwością znajdziecie podobne gry na polskim rynku.


To zdecydowany faworyt mojego chłopaka. Jako, że oboje lubimy rywalizację, to jest to jedyna gra, która nie powoduje u nas czasowego "rozpadu" związku ;) W "Pandemic" rywalizujemy bowiem nie ze sobą, ale z grą. Jest to pierwsza tego typu planszówka, w którą miałam okazję zagrać i przepadłam. W grze wcielamy się w rolę członków drużyny, która próbuje uratować świat przed rozprzestrzeniającymi się śmiertelnymi chorobami. Przemierzamy świat, próbujemy powstrzymać wybuchy choroby i szukamy lekarstwa, które pomoże nam ocalić świat. Gra występuje teraz w wielu opcjach, a podstawową możecie kupić tutaj.


Monopoly to klasyczna gra dla całej rodziny. My posiadamy rocznicową wersję na 80-lecie gry, ale opcji jest mnóstwo! Bardzo podobają mi się te z konkretnych miast lub państw, miło jest kupować znajome miejsca :) Myślę, że nad zaletami i zasadami tej kultowej gry nie muszę się rozpisywać. Inwestuj mądrze, buduj domy i hotele i zostań milionerem! Wspaniała rozrywka dla całej rodziny - jeśli chcecie zagrać w Monopoly podczas tego świątecznego okresu to możecie kupić ją tutaj


Cluedo to tradycyjna gra logiczna, w której rozwiązujemy zagadkę morderstwa. Sami posiadamy dwie wersje tej kultowej planszówki - podstawową i dziejącą się w Edynburgu, czyli mieście, w którym poznaliśmy się z moim chłopakiem :) W grze wygrywa osoba, która pierwsza odgadnie kto jest mordercą, gdzie zabił oraz co było jego bronią. Gra zmusza nasze szare komórki do pracy, krok po kroku dostajemy podpowiedzi, aby drogą dedukcji odnaleźć sprawcę zbrodni. Ta gra to świetna propozycja na zimowe wieczory i można kupić ją tutaj!


A Wy lubicie planszówki? Jeśli tak to jakie są Wasze ulubione? Dajcie znać w komentarzach!
Świąteczne ozdoby - wishlista

Świąteczne ozdoby - wishlista

Każdy kto chociaż trochę mnie zna, wie, że uwielbiam Święta i całą ich otoczkę. Od pierwszego grudnia zamieniam się w świątecznego potworka i próbuję wszystkich zarazić moją miłością do Gwiazdki. Odpalam zatem moją playlistę, włączam "Love Actually", i zakopuję się pod kocem z laptopem w poszukiwaniu świątecznych inspiracji :) W tym roku co prawda nie kupuję ozdób świątecznych, ale to i tak nie powstrzymało mnie przed zerknięciem co w swojej ofercie mają niektóre sklepy. Tak powstała moja świąteczna wishlista- rzeczy, które z chęcią przygarnęłabym, gdybym tylko miała swoje mieszkanie ;) Jak widzicie postawiłabym na klasykę - złoto, zieleń i czerwień. Takie połączenie ma dla mnie w sobie najwięcej uroku! Mam nadzieję, że uda mi się zrealizować plan przyozdabiania mieszkania w przyszłym roku, a teraz zostawiam Was z listą - może komuś się przyda jako pomocnik w zakupach lub inspiracja! 


1. Świąteczny wieniec - Home&You, 119 PLN I 2. Patera - Home&You, 149 PLN I 3. Komplet ściereczek - Zara Home, 49,90 PLN I 4. Kubek - Home&You, 19 PLN I 5. Klosz - Ikea, 19,99 PLN I 6. Ozdoby na choinkę - H&M, 29,90 PLN I 7. Pościel - Home&You, 159 PLN I 8. Świeca - Ikea, 12,99 PLN I 9. Poszewka na poduszkę - Jysk, 16,95 PLN I 10. Poszewka na poduszkę - Home&You, 39 PLN I 11. Poszewka na poduszkę - H&M, 19,90 PLN I 12. Podkładki pod kubki (4 szt.) - Zara Home, 49,90 PLN

A jak Wy podchodzicie do tematu ozdabiania domu na święta? Idziecie na całość, stawiacie na akcenty czy kompletnie niczego nie dekorujecie? Dajcie znać w komentarzach!
Moja pielęgnacja twarzy + mini recenzje

Moja pielęgnacja twarzy + mini recenzje

Moje początki z pielęgnacją twarzy były trudne. Wyobraźcie sobie 8-letnią Olę. Jest zima, na dworze śnieg i mróz, a koleżanki już czekają z sankami przed domem. Kurtka zapięta po (pewnie przyciętą suwakiem) brodę, czapka na głowie, rękawiczki są, humoru też nie brakuje, więc ochoczo ruszam w stronę drzwi. Stop! Jak to tak na mróz bez kremu? Ta tłusta Nivea to był mój najgorszy wróg. Całą zimę nie było dnia, kiedy mama nie wysmarowała mi twarzy tym klejącym kremem. Ileż to było zawodzenia i prób ucieczki. Wstręt do kremów został mi na długie lata, więc jako nastolatka unikałam jakiegokolwiek nawilżenia. Z czasem przekonałam się do żelowych konsystencji, które wchłaniały się bardzo szybko, ale też były zazwyczaj bardzo delikatnie nawilżające. Potem przeszłam przez lekkie kremy, klasyczną konsystencję, aż do teraz, kiedy historia zatoczyła koło i udało mi się przekonać do treściwych, gęstych kremów ;)


Aktualnie określiłabym swoją cerą jako mieszaną. Przetłuszcza się w strefie T, natomiast policzki są lekko przesuszone, czasami występuje też uczucie ściągnięcia. Cały czas szukam dla siebie odpowiednich kosmetyków, część z posiadanych przeze mnie uwielbiam, część jest okej, ale po skończeniu opakowania wiem, że będę szukała czegoś nowego. Czego zatem używam w mojej codzienniej pielęgnacji?


Do codziennego demakijażu twarzy używam płynu micelarnego 3w1 marki Garnier do skóry wrażliwej. Ilości zużytych przeze mnie butelek nie zliczę i chociaż czasem go zdradzam, to zawsze do niego wracam. Większość z Was na pewno go zna albo chociaż kojarzy, bo jest to jeden z najpopularniejszych kosmetyków w blogosferze. Jest uznawany przez niektórych za tańszy zamiennik słynnego płynu Biodermy, którego ja osobiście bardzo nie lubię i moim zdaniem wcale nie są podobne, ale moja mama używa obu i oba sobie chwali. Zmywam nim zarówno twarz, jak i makijaż ust oraz oczu i do wszystkiego sprawdza się świetnie. Nie wiem tylko czy nadaje się do demakjażu kosmetyków woododpornych, bo sama takich nie używam, ale matowe pomadki zmywa bez problemu.

Drugim produktem marki Garnier jest tonik łagodzący z wodą różaną. Używam go rano i wieczorem na oczyszczoną skórę, przed nałożeniem kremów lub olejków. Toniki pełnią dla mnie funkcję głównie odświeżającą, dlatego zwracam sporą uwagę na zapach. Ten z wodą różaną pachnie przepięknie! Zapach jest świeży i jest miłym akcentem w pielęgnacji.



Aktualnie do porannego i wieczornego oczyszczania cery używam łagodnego żelu do mycia twarzy z bławatkiem marki Tołpa. Nigdy nie używałam go do zmywania makijażu, jedynie do doczyszczenia jej po użyciu płynu micelarnego. Żel tak jak wskazuje nazwa jest bardzo łagodny i tak też oczyszcza. Faktycznie nie powoduje uczucia ściągnięcia, ale dla mnie jest chyba zbyt delikatny. Kiedy go skończę zdecyduję się na inny produkt, ale prawdopodobnie zostanę przy marce Tołpa.

Raz lub dwa razy w tygodniu lubię wykonać peeling twarzy. Jeśli o tym zapomnę mogę pożegnać się z dobrze wyglądającym makijażem twarzy. Mój ulubiony to morelowy scrub marki St. Ives. Jest niezwykle wydajny, wystarczy naprawdę niewielka ilość, aby dokładnie złuszczyć cały naskórek. Moim zdaniem jest dość mocny, także nie polecałabym go do skóry bardzo wrażliwej, ale przy mojej mieszanej sprawdza się wyśmienicie i wiem, że będę wciąż po niego sięgała.



Moim ulubionym kremem na dzień jest HydraIn2 marki Dermedic. To ulubieniec, o którym dowiedziałam się od mojej mamy. Na początku używałam go jedynie na wieczór ponieważ jest intensywnie nawilżający, ale z czasem zaczęłam stosować go na dzień. Aktualnie używam go tylko rano i pomimo gęstej konsystencji świetnie nadaje się pod makijaż. Trzeba jedynie poczekać nieco dłużej po aplikacji na wchłonięcie, ale ja zaczynam mój makijaż od malowania oczu, więc kiedy blenduję cienie, krem ma wystarczająco dużo czasu aby całkowicie się wchłonąć. Do tego odpowiada mi przepiękny zapach. Niestety jest on dosyć mocny, więc osoby z wrażliwym zmysłem węchu może nieco irytować.

Fajnego kremu pod oczy szukałam bardzo długo. Bardzo lubię kremy gęste i treściwe, tylko takie dają mi wystarczające uczucie nawilżenia pod oczami. Krem marki Rata&Co kupiłam w Tk Maxx, jeszcze mieszkając w Szkocji. Jest wyjątkowo bogaty w oleje - z nasion chia, awokado i kokosowy. Z miejsca się polubiliśmy i zawsze będąc w Tk Maxx rozglądam się za następnym, bo wiem, że zostanie ze mną na dłużej.



Długo nie mogłam przekonać się do olejów w pielęgnacji. Pierwszy olejek do twarzy dostałam w prezencie i od tamtej pory jest moim ulubieńcem w wieczornej pielęgnacji twarzy. Aktualnie kończę drugie opakowanie olejku Magic Rose marki Evree i jestem z niego bardzo zadowolona. Jedyną wadą jest jego niedostępność za granicą, dlatego wkrótce zaczynam testować nowy olejek - jeśli się sprawdzi na pewno dam Wam znać. Ten z Evree mogę jednak polecić z czystym sumieniem. 

Olejek z drzewa herbacianego marki The Body Shop ratuje mnie w sytuacjach kryzysowych. Używam go punktowo, na wypryski, zarówno te istniejące, jak i te, które powoli próbują wydostać się na światło dzienne. Świetnie łagodzi zaczerwienienia i jeśli zareagujemy wystarczająco wcześnie, to niespodzianka na twarzy znika zanim się pojawiła. Jedyną jego wadą jest dość specyficzny zapach, który mi osobiście nie przeszkadza tak bardzo, ale mojemu chłopakowi wyjątkowo nie odpowiada. 



Maseczki do twarzy stosuję z różną regularnością, czasami dwa razy w tygodniu, a czasami raz na dwa tygodnie. Chciałabym nad tą częstotliwością popracować zwłaszcza, że znalazłam maseczki, których efekty bardzo mi się podobają i wyjątkowo lubię ich używać.
Pierwsza z nich to maska detoksykująco-rozświetlająca z glinką marki L'oreal. Fajnie oczyszcza twarz, wyrównuje koloryt cery i rozświetla cerę. Potrafi dawać delikatne uczucie ściągnięcia, ale ja zaraz po jej zmyciu, nawilżam twarz, więc nie przeszkadza mi to. Radzę tylko uważać z czasem trzymania jej na twarzy. Zagadałam się raz z mamą i po zmyciu moja cera było dość widocznie zaczerwieniona. Nie utrzymało się zbyt długo, ale jednak uczucie wysuszenia nie jest najprzyjemniejsze, więc warto stosować się do zalecanego czasu.
Innym typem maseczek, który bardzo lubię są maski w płachcie, zwłaszcza te odżywcze i nawilżające. W mojej lokalnej hiszpańskiej drogerii mam ogromny wybór takich maseczek z wielu różnych firm, więc testuję różne rodzaje. Jednak jest jedna, która wyjątkowo przypadła mi do gustu - maska z wodą lodowcową marki Skin79. Jeśli macie okazję ją przetestować to gorąco polecam. Wiem, że sporo maseczek marek koreańskich można też spotkać w sklepach Tk Maxx.


A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy? Macie swoich ulubieńców czy nadal ich szukacie? Czekam na Wasze rekomendacje w komentarzach!
Świąteczna playlista + moje TOP 5 utworów

Świąteczna playlista + moje TOP 5 utworów


Ho, ho, ho! Czujecie już świąteczną atmosferę? Ja, będąc w słonecznej Hiszpanii miałam  w tym roku niemały problem z wczuciem się w gwiazdkowe klimaty. Na szczęście na ratunek przyszła moja mała coroczna tradycja. Co roku przygotowania do świąt zaczynają się wcześniej. Kiedyś umownym wyznacznikiem startu bożonarodzeniowej gorączki było zakończenie obchodów Wszystkich Świętych. Aktualnie czekoladowe mikołaje wyskakują z zakątków supermarketów już w październiku (albo nawet wcześniej). Jak zatem przy takim natłoku ozdób i muzyki cieszyć się tym wyjątkowym klimatem jeszcze w grudniu i nie zatykać uszu słysząc "Last Christmas"? Dla mnie odpowiedź jest prosta - ograniczać! Mam swoją małą, osobistą zasadę dotyczącą wszystkiego co świąteczne, niezwykle prostą, ale jakże skuteczną. Dla mnie święta nie istnieją przed pierwszym grudnia - nie słucham muzyki, nie oglądam filmów, nie przystrajam domu. Jedyne na co sobie pozwalam to zakup prezentów, aby uniknąć grudniowej gorączki w centrach handlowych i problemów z dostawą. Za to kiedy kalendarz pokazuje 1.12 zamieniam się w najbardziej świąteczną osobę na świecie. Odpalam moją playlistę, której będę słuchała do końca miesiąca, zaczynam maraton ze świątecznymi filmami i zmieniam tapety w telefonie i na laptopie. Co prawda w tym roku nie mam okazji przystroić domu, ale wkrótcę lecę do Polski i tam razem z mamą na pewno zajmiemy się tym tematem. W końcu po kimś muszę mieć to gwiazdkowe szaleństwo :) 
Jeśli jeszcze nie czujecie tego klimatu to zachęcam Was do przesłuchania mojej playlisty. Wbrew pozorom świąteczne piosenki to nie tylko "Last Christmas" i "All I Want for Christmas Is You", ale dużo, dużo więcej utworów i naprawdę warto dać im szansę. Gwarantuję, że każdy znajdzie coś dla siebie. A jeśli nie chcecie przesłuchiwać w ciemno ponad 30 piosenek to stworzyłam specjanie dla Was moich ulubieńców - wszystkie piosenki są oczywiście podlinkowane, dla Waszej wygody :)

MOJE TOP 5 UTWORÓW ŚWIĄTECZNYCH: 

1. Eartha Kitt, Henri Rene & His Orchestra - "Santa Baby" 
2. Andy Williams - "It's the Most Wonderful Time of the Year"
3. Chris Rea - "Driving Home for Christmas"
4. John Travolta, Olivia Newton-John - "Baby It's Cold Outside"
5. Michael Buble, The Puppini Sisters - "Jingle Bells"


A jakie są Wasze ulubione utwory świąteczne? Koniecznie dajcie znać w komentarzach, uwielbiam dodawać nowe pozycje do mojej playlisty!
Ulubieńcy listopada 2017

Ulubieńcy listopada 2017


Listopad był dla mnie dziwnym miesiącem. Z jednej strony nabrałam chęci do działania, próbowałam zorganizować sobie na nowo czas i pracować nad blogiem, a z drugiej on się po prostu nieziemsko dłużył. Może wynika to z faktu, że już za dwa tygodnie lecę do Polski i wreszcie spędzę czas z rodziną i przyjaciółmi. A wiadomo, że jak się czegoś wyczekuje, to czas się ciągnie jak mozarella na pizzy. Listopad nie przyniósł mi też zbyt dużej liczby ulubieńców, ale znalazłam kilka rzeczy, które chętnie Wam polecę. 

1. DO SŁUCHANIA
Muzycznie pozostałam wierna Spotify. Nadal słucham ulubieńca października, czyli Franka Sinatry, ale to jest chyba ulubieniec życia. W tym miesiącu sięgnęłam też po debiutancki album Duy Lipy zatytuowany po prostu "Dua Lipa". Moimi ulubionymi utworami z płyty są zdecydowanie "Lost in Your Light" oraz "Blow Your Mind". Do tego wpadła mi w ucho "Havana" Camili Cabello i kilka innych utworów, których możecie posłuchać poniżej :)


2. DO JEDZENIA
W Andaluzji tradycyjnymi słodyczami świątecznymi są Mantecado, czyli małe przekąski na bazie tłuszczu, mąki, cukru i migdałów. Są ciężkie, miękkie i mocno kruche. I do tego możemy znaleźć je w różnych smakach - kakao, kokos czy wanilia, a nawet wino. Ciężko przyrównać je do jakichkolwiek polskich słodyczy, dlatego jeśli macie okazję ich spróbować to serdecznie polecam! Mój ulubiony to wanilia oblana czekoladą lub kakaowy. Na pewno zabiorę je ze sobą do Polski i dam spróbować rodzinie i znajomym - jestem bardzo ciekawa czy będą im smakowały. Ja na początku listopada jadłam po jednym dziennie, ale dla zachowania zdrowia i figury postanowiłam odczekać do grudnia i dopiero wtedy zjeść trochę więcej. Tylko jeden został spałaszowany w trakcie powstawania tego posta, ale to się nazywa research i się nie liczy. Prawda? Ach! No i oczywiście mandarynki, czyli klasyka przedświątecznego i świątecznego sezonu. 


3. DO CZYTANIA
Listopad upłynął mi na czytaniu... blogów. Niestety w Hiszpanii ciężko o książki po angielsku (o polskich można zapomnieć) i nawet jeśli się je znajdzie to często ceny są mocno zawyżone, dlatego nie mam żadnych nowości książkowych do polecenia. Za to mocno zaczytywałam się w blogach - odkrywam nowości i odświeżam blogi, które kiedyś uwielbiałam. W listopadzie dwa z nich zdecydowanie wysunęły się na prowadzenie i nie mogłam się doczekać kolejnych publikacji. 
Worqshop. Blog Kasi już kiedyś zdarzyło mi się odwiedzić, ale tylko w przelocie, przy okazji szukania bullet journalowych inspiracji. Za to w tym miesiącu zagłębiłam się w jej posty organizacyjne (i nie tylko) i przepadłam! Moje ulubione kategorie to bullet journal i planowanie oraz organizacja, ale muszę przyznać, że wszystkie posty w wykonaniu Kasi są tak fajnie napisane, że tematyka czasem schodzi na drugi plan. Co mogę więcej powiedzieć - w polskiej blogosferze to mój aktualny faworyt.
The Anna Edit. Może część z Was kojarzy Annę z YouTube'a lub obiła Wam się o uszy stara nazwa jej bloga czyli "Vivianna does makeup". Ja obserwuję jej bloga i kanał od kilku dobrych lat, ale do tej pory głównie oglądałam jej filmiki. Jednak ostatnio jej estetyka tak mnie przekonuje, że zaczęłam czytać jej bloga regularnie. Po pierwsze, styl pisania - jej teksty są lekkie, żartobliwe i bardzo "relatable" (nie ma na to niestety ładnego, polskiego odpowiednika). Po drugie, tematyka - mój faworyt to wpisy o tematyce modowej. Anna świetnie opowiada o "capsule wardrobe", jej styl jest bardzo prosty i ponadczasowy i do tego wszystko jest zobrazowane pięknymi zdjęciami. 

4. DO OGLĄDANIA 
Na instagramie obserwuję bardzo dużo ludzi - blogerki, marki i fotografów. Moim ostatnim odkryciem jest Justyna Zduńczyk. Zachwyciły mnie jej zdjęcia z podróży po Stanach, a aktualnie podziwiam na jej profilu Hawaje. Te kadry, te kolory - po prostu brak słów. 
Nie wiem czy będzie miesiąc, w którym nie polecę Wam jakiegoś serialu - ja je pochłaniam w ilościach hurtowych! W tym miesiącu wciągnęło mnie na nowo Jane the Virgin. To świetna satyryczna komedia, bazująca na gatunku jakim jest... telenowela. Historia opowiada o życiu Jane, która z pierwszym seksem czeka do ślubu, ale zostaje przez przypadek sztucznie zapłodniona. Wiem, że pewnie nie brzmi to dla wszystkich zachęcająco, ale naprawdę warto dać temu serialowi szansę. Jest idealny na zimne wieczory, bo wnosi dużo świeżości i ciepła. Serial możecie oczywiście znaleźć na Netfixie.

A jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!
40 pomysłów na prezenty do 50 zł

40 pomysłów na prezenty do 50 zł

Grudzień zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim okazje do wręczania prezentów. Największa z nich to oczywiście Gwiazdka, ale po drodze mamy jeszcze Mikołajki i różne imprezy typu "secret santa". Uważam to za super zabawę, z moimi przyjaciółkami urządzamy takie losowanie już trzeci rok z rzędu, ale wiem, że postrafi to przysporzyć nie lada problemu, kiedy mamy wręczyć upominek komuś z pracy lub ze szkoły. Sama dobrze wiem, jak ciężko jest obdarować kogoś, kogo zna się dobrze, a co dopiero mówić o osobach, o których zainteresowaniach wiemy tyle, co o fizyce kwantowej. W związku z tym postanowiłam przygotować dla Was (i trochę dla siebie) przewodnik prezentowy. Poniżej znajdziecie aż 40 propozycji w czterech różnych kategoriach, a wszystkie zamykają się w kwocie do 50 zł. Propozycje są głównie kobiecie, ale część z nich można też wykorzystać obdarowując przedstawicieli płci męskiej. Mam nadzieję, że uda mi się Was zainspirować i że moja lista będzie przydatna w tym przedświątecznym czasie :) 


1. Kubek - H&M, 19,90 PLN I 2. Świeczka zapachowa - H&M, 19,90 PLN I 3. Maska do spania - Reserved, 29,99 PLN I 4. Kosz - Ikea, 49,99 PLN I 5. Fartuszek - H&M, 49,99 PLN I 6. Miseczka - Ahoj Home, 28 PLN I 7. Ramka - H&M, 39,90 PLN I 8. Spray do pomieszczeń - Pakamera, 39 PLN I 9. Herbata - From Nord, 38 PLN I 10. Gazetnik - Pakamera, 50 PLN


1. Zakładki do książek - Stradivarius, 15,90 PLN I 2. Długopis - Empik, 33 PLN I 3. Zestaw karteczek samoprzylepnych - Parfois, 19,99 PLN I 4. Kalendarz z fazami księżyca - Pakamera, 39 PLN I 5. Planer tygodniowy na biurko - Stardivarius, 29,90 PLN I 6. Make Photography Easier - Empik, 34,90 PLN I 7. Astrofizyka dla zabieganych - Empik, 29,90 PLN I 8. Dress Scandinavian - Empik, 49,90 I 9. Czarownica - Empik, 39,90 PLN I 10. Twój rok z bullet bookiem - Empik, 29,90 PLN


1. Tusz do rzęs - Too Faced, 45 PLN | 2. Żel aloesowy - Holika Holika, 34,90 PLN I 3. Krem do rąk - Tony Moly, 37,90 PLN I 4. Róż do policzków - I Heart Makeup, 27,99 PLN I 5. Zestaw kul do kąpieli - Bomb Cosmetics, 42 PLN I 6. Kosmetyczka - Stradivarius, 25,90 PLN I 7. Pędzel do makijażu - Real Techniques, 37,90 PLN I 8. Zestaw kosmetyków do ciała - Baylis&Harding, 49,99 PLN I 9. Pomadka w płynie - H&M, 29,90 PLN I 10. Maseczka do twarzy - Mizon, 8,90 PLN (sztuka)


1. Naszyjnik - Mohito, 39,90 PLN I 2. Kapcie - Sinsay, 24,99 PLN I 3. Pasek - Pull&Bear, 29,90 PLN I 4. Rękawiczki - House, 39,99 PLN I 5. Czapka - Stradivarius, 49,90 I 6. Szalik - Reserved, 49,99 PLN I 7. Skarpetki - House, 19,99 PLN I 8. Ozdobny pasek do torebki - Parfois, 19,90 PLN I 9. Koszulka - H&M, 39,90 PLN I 10. Kolczyki - Reserved, 19,99 PLN

Spodobały Wam się moje prezentowe propozycje? Jeśli tak to dajcie znać jeśli z którejś skorzystacie! Jakie są Wasze sprawdzone pomysły na prezenty?
Mój idealny jesienny wieczór + przepis na domowe nuggetsy

Mój idealny jesienny wieczór + przepis na domowe nuggetsy


Jesień to moja ulubiona pora roku - złote liście, przyjemne słoneczko, spacery z kubkiem herbaty w dłoni. A potem przychodzi listopad i wszystko przestaje wyglądać tak pięknie. Słońce w ciągu dnia pokazuje się coraz rzadziej, zastępuje je deszcz i wszechobecna szarość, nie wspominając już o nocy, która zaczyna się w godzinach popołudniowych. Wstajesz rano - ciemno, wracasz z pracy/szkoły/uczelni - ciemno. Nawet największego fana jesieni, taka pogoda może w końcu zniechęcić. Większość ludzi najchętniej zwinęłaby się w koc i zapadła w sen zimowy, aby obudzić się w promieniach wiosennego słońca. Niestety nie jesteśmy niedźwiedziami i musimy sobie radzić z niesprzyjającą aurą, ale na wszystko są sposoby. Co zatem zrobić kiedy słońce ucieka już o 16, a my niecierpliwie spoglądamy na kalendarz z nadzieją, że zamiast listopada zobaczymy marzec? Wyciągnąć z przygnębiającej pogody to co najlepsze i zafundować sobie relaksujący wieczór w domu!

1. Zrób sobie SPA! 
Czy jest coś bardziej odprężającego niż ciepły prysznic albo kąpiel? Kiedy wracam zmarznięta do domu, wskoczenie pod strumień ciepłej wody, zawsze pomaga mi się zrelaksować i przede wszystkim poczuć znowu moje palce u stóp. Kiedy planuję wieczór dla siebie, spędzam pod prysznicem nieco więcej czasu, który wykorzystuję na peeling ciała oraz inne zabiegi, na które czasem ciężko znaleźć chwilę. Po kąpieli obowiązkowo używam masła do ciała - zimą skóra przesusza się w zawrotnym tempie, a na twarz nakładam maseczkę. Teraz nie pozostaje nic innego niż wybrać sobie wygodny i ciepły strój na wieczór. Piżama, dresy, legginsy? Wybór zależy od Was. Nie zapomnijcie o ciepłych skarpetkach i szlaforku lub kocu i jesteście gotowe na dalsze atrakcje. 



2. Coś na ząb
Zanim na dobre ułożycie się na kanapie warto zadbać o przekąski i napoje. Nic tak nie wytrąca z błogiego stanu relaksu, jak wycieczki do kuchni. Ja lubię przygotować sobie coś ciepłego i sycącego, ale tak naprawdę wszystko zależy od waszych upodobań kulinarnych. Sushi, pizza, a może słodka czekolada lub ciasteczka? Wachlarz opcji jest naprawdę szeroki. Jedną z moich ulubionych opcji są domowe nuggetsy z kurczaka - smakują przepysznie, ale nie fundują nam wyrzutów sumienia jak chipsy czy zamówiona pizza z podwójnym serem. No i są banalnie proste do wykonania. Do tego duży kubek zielonej herbaty i jestem gotowa.

NUGGETSY Z KURCZAKA - PRZEPIS
Składniki (na dwie osoby):
- podwójna pierś z kurczaka
- płatki corn flakes
- mąka
- 2 jajka
- bułka tarta
- sól, pieprz, słodka papryka

1. Płatki corn flakes kruszymy i mieszkamy z bułką tartą (ja proporcje mieszam na oko, ale powiedziałabym, że mniej więcej 3:1) i dodajemy słodką paprykę do smaku.
2. Kurczaka kroimy na kawałki, dodajemy sól i pieprz do smaku, następnie obtaczamy je w mące, jajku i przygotowanej panierce z płatków. Układamy je na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem lub folią do pieczenia.
3 Pieczemy ok. 15-20 minut w 180 stopniach.

Można je serwować z dowolnym sosem, ja polecam domowy sos czosnkowy na bazie jogurtu naturalnego.



3. Zrelaksuj się
No dobra - jesteście już na kanapie, otulone miękkim kocem, przekąski przygotowane, herbata paruje i co teraz? Ja zazwyczaj decyduję się na film - Netflix ma ogromną bazę filmów i seriali, więc każdy na pewno znajdzie coś interesującego. Najchętniej decyduję się na coś sprawdzonego - mam kilka filmów, do których lubię wracać właśnie w takie chłodne, ponure wieczory. Jednak niezależnie od tego czy oglądam znany mi film czy totalną nowość, zasada jest jedna - film ma być ciepły, radosny i wprawić mnie w dobry nastrój. A jeśli nie chcecie spędzać wieczora przed telewizorem to zapraszam do mojego posta o sposobach na relaks bez internetu, na pewno znajdziecie coś dla siebie :)

Teraz nie pozostaje nic innego, jak zapalić zapachowe świeczki, opatulić się jeszcze dokładniej i odetchnąć. To czas dla Was - każdy czasem go potrzebuje.

A jak u Was wygląda idealny jesienny wieczór? I jakie filmy polecacie - chciałabym stworzyć listę ze sprawdzonymi hitami na taką okazję, więc chętnie dodam do niej również Wasze pozycje!
Jak polubić sprzątanie

Jak polubić sprzątanie



Czy można polubić sprzątanie? To pytanie powracało do mnie przy wielu okazjach. Przy zmywaniu naczyń, przy ścieraniu kurzu z dziwnych zakamarków pokoju, przy odkurzaniu mieszkania najcięższym odkurzaczem jaki w życiu widziałam. Sprzątanie kojarzy się z czymś strasznie nieprzyjemnym, jest chyba gorszym obowiązkiem niż pocenie się z Chodakowską czy targanie toreb z zakupami z supermarketu. A ja kompletnie nie rozumiem dlaczego. Bo sprzątanie można lubić. I to bardzo. Gdybyście powiedzieli mojej mamie jakieś 10 lat temu, że jej córka polubi sprzątanie to jedyną jej reakcją byłby napad śmiechu. Dłuugi i niekontrolowany. Jako nastolatka dawałam się we znaki, chociaż wtedy wydawało mi się, że to tylko nieład artystyczny. Pościelenie łóżka? A po co? Przecież wieczorem do niego wracam. Włożyć ubrania do szafy a nie na fotel? Weź się mamo, bez sensu. Cotygodniowe wycieranie kurzy? Za jakie grzechy? 
I tak sobie z mamą tkwiłyśmy w tej bałaganowej niezgodzie, aż wyprowadziłam się na studia. Sama nie wiem dokładnie kiedy przyszedł moment, w którym zaczęłam regularnie sprzątać (obstawiam pierwszą sesję), ale od tamtej pory nie znoszę życia w nieładzie. Jeśli moje otocznie jest nieposprzątane zwyczajnie nie mogę się skupić. Ani na nauce/pracy, ani na wypoczynku. No dobrze, ale co dokładnie sprawia, że jest mi teraz łatwiej utrzymać porządek niż 15-letniej Oli?

1. Wszystko ma swoje miejsce
To dla mnie najważniejsza zasada. Nienaruszalna. Bez tego nie ma dla mnie porządku. Zwłaszcza teraz gdy dzielę pokój z chłopakiem, a nasza przestrzeń jest ograniczona, dużo łatwiej dzięki temi utrzymać ją w czystości. I tutaj uwaga, na rozplanowanie gdzie wasze rzeczy będą schowane warto poświęcić trochę czasu. Przede wszystkim zastanówcie się gdzie korzystacie z jakich przedmiotów. Chowanie długopisów i notesów w pudełku na regale, a nie w szufladzie przy biurku jest bez sensu. Pomimo, że w teorii mają swoje miejsce, jest to bardzo niepraktycznie i jestem przekonana, że z czasem zaczniecie zostawiać je na biurku, w nieładzie. Warto też podzielić rzeczy w szufladach na kategorie i posegregować, np. w pudełeczkach. Nie ma nic gorszego niż szuflada po brzegi wypełniona kosmetykami, w której trzeba grzebać przez 10 minut, aby znaleźć maskarę. 


2. Zasada 5 minut
Albo 2, albo 15. Zależnie od źródła, czas może być nieco inny, ale zasada pozostaje ta sama. Po prostu odłóż to na miejsce. Serio, to nie jest jakaś skomplikowana filozofia, ale wielu osobom sprawia ogromny trud. To jest nawyk jak każdy inny i zwyczajnie można go trenować, ale gwarantuję, że zobaczycie ogromną różnicę. Dla mnie jest to 80% sukcesu. Przede wszystkim nie czujecie, że sprzątacie, bo poświęcacie na coś tak znikomą ilość czasu, że ciężko to zakwalifikować jako nieprzyjemny obowiązek. Po drugie, jeśli macie niezapowiedzianych gości to nie musicie się stresować. Po trzecie, także dokładne sprzątanie nagle staje się dużo szybsze. 



3. Mianujcie jeden dzień dniem sprzątania

U mnie takie zaplanowane czynności sprawdzają się najlepiej. Zwyczajowo jest to sobota, tak było w moim domu rodzinnym i najwyraźniej przejęłam ten nawyk po mamie. Co ciekawe w Hiszpanii jest to zazwyczaj niedziela. Dla mnie jest to niezrozumiałe, żeby obowiązek zostawiać na koniec weekendu, bo ja nie potrafiłabym wypocząć, ale co kraj to obyczaj. Oczywiście wszystko w miarę możliwości, sama w poprzedniej pracy miałam zmienny grafik, więc dzień sprzątania odbywał się w dzień wolny, ale wiem, że dużo lepiej sprawdza się u mnie zawsze ten sam dzień. Poza tym to nie będzie dzień! Jeśli w ciągu tygodnia ogarniacie rzeczy na bieżąco - wycieracie blaty, odkładacie wszystko na miejsce - to wierzcie mi, że sprzątanie przeciętnego dwupokojowego mieszkania nie powinno zająć Wam więcej niż 2 godziny. 

4. Pozbądź się nadmiaru 
Tak, tak, wiem - wszyscy krzyczą teraz o minimaliźmie na prawo i lewo. Ja osobiście nie uważam się za minimalistkę, ale widzę dużo sensu w ograniczniu rzeczy, którymi się otaczamy. I nie mówię tu o wyrzucaniu 80% naszego dobytku, ale o przejrzeniu tego, co posiadamy i zastanowienie się czy naprawdę jest nam to wszystko potrzebne. Swoje pierwsze duże "oczyszczanie" zrobiłam po przeczytaniu książku Marie Kondo "Magia sprzątania". I chociaż porady autorki brzmią czasem nieco niedorzecznie, to główne założenie sprawdza się fantastycznie. Metoda KonMari polega na zatrzymaniu jedynie tych przedmiotów, które dają nam szczęście. Ale to jaką regułą posłużycie się wy, zależy tylko od was.


A jak jest u Was? Sterylny porządek czy artystyczny nieład? 
Zalety życia w Hiszpanii

Zalety życia w Hiszpanii


Moja hiszpańska przygoda powoli dobiega końca, dlatego, dopóki jeszcze tutaj jestem, postanowiłam się z Wami podzielić kilkoma przemyśleniami na temat życia w tym kraju. Jak każde miejscie, Hiszpania ma swoje plusy i minusy. Ja postanowiłam skupić się na pozytywach, ponieważ mieszkam tu za krótko, żeby wypowiadać się na tematy ważne w codziennym życiu (urzędy, prawo, służba zdrowia), bo zwyczajnie nie miałam z nimi styczności. Mam nadzieję, że ten post zachęci Was do odwiedzenia tego pięknego kraju i wyjście poza plażę i hotel all-inclusive, aby zapoznać się z lokalną kulturą i zwyczajami.

1. Jedzenie
Cóż mogę powiedzieć - kuchnia hiszpańska zawładnęła moim sercem! Po pierwsze, jest zupełnie inna niż sobie wyobrażałam. Lekkie sałatki, świeże owoce morza i ryby z grilla i do tego kosz owoców- ależ byłam w błędzie. No może nie całkowicie, ale wierzcie mi, że nie na tym opiera się kuchnia Andaluzyjska. To o niej będę mówić, bo właśnie w tym przepięknym, nadmorskim regionie przyszło mi mieszkać. Wiem, że dania potrafią różnić się znacząco pomiędzy regionami Hiszpanii, dlatego zaznaczam, że skupiam się na daniach z Analuzji. A te są po prostu przepyszne. Słynna paella, iberyjska wieprzowina, krewetki przygotowywane na wiele sposobów, mogłabym wymieniać bez końca! Uważam, że to wyjątkowo bogata kuchnia i bardzo niedoceniana, która zawsze przegrywa z powszechnie popularną kucnią włoską czy nawet grecką. Ale jeśli macie szansę zjeść tradycyjne przysmaki z tego kraju, to gorąco polecam! A jeśli macie ochotę zapoznać się nieco lepiej z daniami kuchni Andaluzyjskiej to chętnie przygotuję posta z moimi ulubionymi przysmakami!


2. Pogoda
Kiedy mówimy o południowym wybrzeżu Hiszpanii,  nie można nie wspomnieć o pogodzie. W sumie wystarczyłoby powiedzieć, że nie bez powodu jest nazwane Costa del Sol, czyli Wybrzeżem Słońca. Aktualnie temperatura utrzymuje się wciąż powyżej 20 stopni, a chociaż pochmurne czy deszczowe dni zdarzają się nieco częściej, to i tak praktycznie każdego dnia mamy potężną dawkę słońca. Co prawda temperatury latem potrafią dać się mocno we znaki, szczególnie jeśli tak jak ja, nie jesteście fanami upałów, ale wciąż pogoda jest dla mnie ogromnym plusem.


3. Ludzie
Mówi się, że ludzie żyjący na południu Europy są bardziej radośni i serdeczni i coś w tym jest. Większość mieszkańców jest niesamowicie uprzejma, panuje ciepła atmosfera i dość specyficzny, ale mający coś w sobie gwar. To też jest coś do czego trzeba się przyzwyczaić, Hiszpanie to naród nadzwyczaj głośny i rozmowny. No i te wszechobecne komplementy! Nie zdziwcie się kiedy pani z kiosku czy kierowca autobusu będą zwracali się do was "guapa", czyli po prostu... piękna. Przy czym warto zaznaczyć, że nikt w ten sposób nie próbuje flirtować, bo tak samo "guapa" jest tu młoda dziewczyna, jak i wiekowa staruszka. Jest to rodzaj uprzejmości, ale dla nieprzezwyczajonych, tak jak ja, niezwykle miły :)


4. Kultura / Różnorodność 
 Hiszpanie są narodem, który jest niezwykle dumny ze swojej historii i bogactwa kulturalnego. Jeśli spytacie Hiszpana jakie jest najlepszy kraj na świecie, to możecie domyślić się jaka będzie jego odpowiedź. Warto jednak zaznaczyć, że tak jak jedzienie, zwyczaje również różnią się w zależności od regionu, w którym jesteśmy. Andaluzja to region niesamowicie różnorodny. Zależnie od wybranego miasta, możecie spodziewać się czegoś zupełnie innego. Latem mekką turystów staje się Malaga. Położona nad samym morzem, jest niebem na ziemi dla spragnionych słońca. Warto rozważyć przyjazd w sierpniu, kiedy w mieście odbywa się feria, czyli wielki festyn. To doświadczenie, które ciężko opisać, ale warto zobaczyć to chociaż raz w życiu. Tradycyjne stroje, gwar i wszechobecne flamenco, które swoje korzenie ma właśnie w Andaluzji! Jeśli szukacie jednak spokojniejszego miejsca i nie zależy Wam na bliskości moża, to polecam Wam moją ukochaną Granadę. To miasto łączy w sobie hiszpańską i muzułmańską kulturę i wierzcie mi - ta mieszanka zapiera dech w piersiach.


5. Morze
Jako wielka miłośniczka morza nie mam tu na co narzekać. Bliskość wody zawsze wpływa na mnie uspokajająco i uwielbiam spacery brzegiem morza zarówno latem, jak i zimą. Szum fal, widoki i nawet zapach - uwielbiam każdy aspekt! A jeśli o wodzie mowa, to nie można zapomnieć o wszechobecnych basenach. Na osiedlu, na którym mieszkamy jest basem dostępny tylko dla mieszkańców i było to miejsce gdzie spędziłam większość letnich, gorących miesięcy.


A co Wy myślicie o Hiszpanii? Mieliście okazję ją odwiedzić, dopiero macie to w planach czy raczej nie znajduje się na waszej liście miejsc do odwiedzenia? Dajcie znać w komentarzach!
Copyright © DailyAlexa , Blogger