Ulubieńcy listopada 2017

Ulubieńcy listopada 2017


Listopad był dla mnie dziwnym miesiącem. Z jednej strony nabrałam chęci do działania, próbowałam zorganizować sobie na nowo czas i pracować nad blogiem, a z drugiej on się po prostu nieziemsko dłużył. Może wynika to z faktu, że już za dwa tygodnie lecę do Polski i wreszcie spędzę czas z rodziną i przyjaciółmi. A wiadomo, że jak się czegoś wyczekuje, to czas się ciągnie jak mozarella na pizzy. Listopad nie przyniósł mi też zbyt dużej liczby ulubieńców, ale znalazłam kilka rzeczy, które chętnie Wam polecę. 

1. DO SŁUCHANIA
Muzycznie pozostałam wierna Spotify. Nadal słucham ulubieńca października, czyli Franka Sinatry, ale to jest chyba ulubieniec życia. W tym miesiącu sięgnęłam też po debiutancki album Duy Lipy zatytuowany po prostu "Dua Lipa". Moimi ulubionymi utworami z płyty są zdecydowanie "Lost in Your Light" oraz "Blow Your Mind". Do tego wpadła mi w ucho "Havana" Camili Cabello i kilka innych utworów, których możecie posłuchać poniżej :)


2. DO JEDZENIA
W Andaluzji tradycyjnymi słodyczami świątecznymi są Mantecado, czyli małe przekąski na bazie tłuszczu, mąki, cukru i migdałów. Są ciężkie, miękkie i mocno kruche. I do tego możemy znaleźć je w różnych smakach - kakao, kokos czy wanilia, a nawet wino. Ciężko przyrównać je do jakichkolwiek polskich słodyczy, dlatego jeśli macie okazję ich spróbować to serdecznie polecam! Mój ulubiony to wanilia oblana czekoladą lub kakaowy. Na pewno zabiorę je ze sobą do Polski i dam spróbować rodzinie i znajomym - jestem bardzo ciekawa czy będą im smakowały. Ja na początku listopada jadłam po jednym dziennie, ale dla zachowania zdrowia i figury postanowiłam odczekać do grudnia i dopiero wtedy zjeść trochę więcej. Tylko jeden został spałaszowany w trakcie powstawania tego posta, ale to się nazywa research i się nie liczy. Prawda? Ach! No i oczywiście mandarynki, czyli klasyka przedświątecznego i świątecznego sezonu. 


3. DO CZYTANIA
Listopad upłynął mi na czytaniu... blogów. Niestety w Hiszpanii ciężko o książki po angielsku (o polskich można zapomnieć) i nawet jeśli się je znajdzie to często ceny są mocno zawyżone, dlatego nie mam żadnych nowości książkowych do polecenia. Za to mocno zaczytywałam się w blogach - odkrywam nowości i odświeżam blogi, które kiedyś uwielbiałam. W listopadzie dwa z nich zdecydowanie wysunęły się na prowadzenie i nie mogłam się doczekać kolejnych publikacji. 
Worqshop. Blog Kasi już kiedyś zdarzyło mi się odwiedzić, ale tylko w przelocie, przy okazji szukania bullet journalowych inspiracji. Za to w tym miesiącu zagłębiłam się w jej posty organizacyjne (i nie tylko) i przepadłam! Moje ulubione kategorie to bullet journal i planowanie oraz organizacja, ale muszę przyznać, że wszystkie posty w wykonaniu Kasi są tak fajnie napisane, że tematyka czasem schodzi na drugi plan. Co mogę więcej powiedzieć - w polskiej blogosferze to mój aktualny faworyt.
The Anna Edit. Może część z Was kojarzy Annę z YouTube'a lub obiła Wam się o uszy stara nazwa jej bloga czyli "Vivianna does makeup". Ja obserwuję jej bloga i kanał od kilku dobrych lat, ale do tej pory głównie oglądałam jej filmiki. Jednak ostatnio jej estetyka tak mnie przekonuje, że zaczęłam czytać jej bloga regularnie. Po pierwsze, styl pisania - jej teksty są lekkie, żartobliwe i bardzo "relatable" (nie ma na to niestety ładnego, polskiego odpowiednika). Po drugie, tematyka - mój faworyt to wpisy o tematyce modowej. Anna świetnie opowiada o "capsule wardrobe", jej styl jest bardzo prosty i ponadczasowy i do tego wszystko jest zobrazowane pięknymi zdjęciami. 

4. DO OGLĄDANIA 
Na instagramie obserwuję bardzo dużo ludzi - blogerki, marki i fotografów. Moim ostatnim odkryciem jest Justyna Zduńczyk. Zachwyciły mnie jej zdjęcia z podróży po Stanach, a aktualnie podziwiam na jej profilu Hawaje. Te kadry, te kolory - po prostu brak słów. 
Nie wiem czy będzie miesiąc, w którym nie polecę Wam jakiegoś serialu - ja je pochłaniam w ilościach hurtowych! W tym miesiącu wciągnęło mnie na nowo Jane the Virgin. To świetna satyryczna komedia, bazująca na gatunku jakim jest... telenowela. Historia opowiada o życiu Jane, która z pierwszym seksem czeka do ślubu, ale zostaje przez przypadek sztucznie zapłodniona. Wiem, że pewnie nie brzmi to dla wszystkich zachęcająco, ale naprawdę warto dać temu serialowi szansę. Jest idealny na zimne wieczory, bo wnosi dużo świeżości i ciepła. Serial możecie oczywiście znaleźć na Netfixie.

A jacy są Wasi ulubieńcy minionego miesiąca? Koniecznie dajcie znać w komentarzach!
40 pomysłów na prezenty do 50 zł

40 pomysłów na prezenty do 50 zł

Grudzień zbliża się wielkimi krokami, a wraz z nim okazje do wręczania prezentów. Największa z nich to oczywiście Gwiazdka, ale po drodze mamy jeszcze Mikołajki i różne imprezy typu "secret santa". Uważam to za super zabawę, z moimi przyjaciółkami urządzamy takie losowanie już trzeci rok z rzędu, ale wiem, że postrafi to przysporzyć nie lada problemu, kiedy mamy wręczyć upominek komuś z pracy lub ze szkoły. Sama dobrze wiem, jak ciężko jest obdarować kogoś, kogo zna się dobrze, a co dopiero mówić o osobach, o których zainteresowaniach wiemy tyle, co o fizyce kwantowej. W związku z tym postanowiłam przygotować dla Was (i trochę dla siebie) przewodnik prezentowy. Poniżej znajdziecie aż 40 propozycji w czterech różnych kategoriach, a wszystkie zamykają się w kwocie do 50 zł. Propozycje są głównie kobiecie, ale część z nich można też wykorzystać obdarowując przedstawicieli płci męskiej. Mam nadzieję, że uda mi się Was zainspirować i że moja lista będzie przydatna w tym przedświątecznym czasie :) 


1. Kubek - H&M, 19,90 PLN I 2. Świeczka zapachowa - H&M, 19,90 PLN I 3. Maska do spania - Reserved, 29,99 PLN I 4. Kosz - Ikea, 49,99 PLN I 5. Fartuszek - H&M, 49,99 PLN I 6. Miseczka - Ahoj Home, 28 PLN I 7. Ramka - H&M, 39,90 PLN I 8. Spray do pomieszczeń - Pakamera, 39 PLN I 9. Herbata - From Nord, 38 PLN I 10. Gazetnik - Pakamera, 50 PLN


1. Zakładki do książek - Stradivarius, 15,90 PLN I 2. Długopis - Empik, 33 PLN I 3. Zestaw karteczek samoprzylepnych - Parfois, 19,99 PLN I 4. Kalendarz z fazami księżyca - Pakamera, 39 PLN I 5. Planer tygodniowy na biurko - Stardivarius, 29,90 PLN I 6. Make Photography Easier - Empik, 34,90 PLN I 7. Astrofizyka dla zabieganych - Empik, 29,90 PLN I 8. Dress Scandinavian - Empik, 49,90 I 9. Czarownica - Empik, 39,90 PLN I 10. Twój rok z bullet bookiem - Empik, 29,90 PLN


1. Tusz do rzęs - Too Faced, 45 PLN | 2. Żel aloesowy - Holika Holika, 34,90 PLN I 3. Krem do rąk - Tony Moly, 37,90 PLN I 4. Róż do policzków - I Heart Makeup, 27,99 PLN I 5. Zestaw kul do kąpieli - Bomb Cosmetics, 42 PLN I 6. Kosmetyczka - Stradivarius, 25,90 PLN I 7. Pędzel do makijażu - Real Techniques, 37,90 PLN I 8. Zestaw kosmetyków do ciała - Baylis&Harding, 49,99 PLN I 9. Pomadka w płynie - H&M, 29,90 PLN I 10. Maseczka do twarzy - Mizon, 8,90 PLN (sztuka)


1. Naszyjnik - Mohito, 39,90 PLN I 2. Kapcie - Sinsay, 24,99 PLN I 3. Pasek - Pull&Bear, 29,90 PLN I 4. Rękawiczki - House, 39,99 PLN I 5. Czapka - Stradivarius, 49,90 I 6. Szalik - Reserved, 49,99 PLN I 7. Skarpetki - House, 19,99 PLN I 8. Ozdobny pasek do torebki - Parfois, 19,90 PLN I 9. Koszulka - H&M, 39,90 PLN I 10. Kolczyki - Reserved, 19,99 PLN

Spodobały Wam się moje prezentowe propozycje? Jeśli tak to dajcie znać jeśli z którejś skorzystacie! Jakie są Wasze sprawdzone pomysły na prezenty?
Mój idealny jesienny wieczór + przepis na domowe nuggetsy

Mój idealny jesienny wieczór + przepis na domowe nuggetsy


Jesień to moja ulubiona pora roku - złote liście, przyjemne słoneczko, spacery z kubkiem herbaty w dłoni. A potem przychodzi listopad i wszystko przestaje wyglądać tak pięknie. Słońce w ciągu dnia pokazuje się coraz rzadziej, zastępuje je deszcz i wszechobecna szarość, nie wspominając już o nocy, która zaczyna się w godzinach popołudniowych. Wstajesz rano - ciemno, wracasz z pracy/szkoły/uczelni - ciemno. Nawet największego fana jesieni, taka pogoda może w końcu zniechęcić. Większość ludzi najchętniej zwinęłaby się w koc i zapadła w sen zimowy, aby obudzić się w promieniach wiosennego słońca. Niestety nie jesteśmy niedźwiedziami i musimy sobie radzić z niesprzyjającą aurą, ale na wszystko są sposoby. Co zatem zrobić kiedy słońce ucieka już o 16, a my niecierpliwie spoglądamy na kalendarz z nadzieją, że zamiast listopada zobaczymy marzec? Wyciągnąć z przygnębiającej pogody to co najlepsze i zafundować sobie relaksujący wieczór w domu!

1. Zrób sobie SPA! 
Czy jest coś bardziej odprężającego niż ciepły prysznic albo kąpiel? Kiedy wracam zmarznięta do domu, wskoczenie pod strumień ciepłej wody, zawsze pomaga mi się zrelaksować i przede wszystkim poczuć znowu moje palce u stóp. Kiedy planuję wieczór dla siebie, spędzam pod prysznicem nieco więcej czasu, który wykorzystuję na peeling ciała oraz inne zabiegi, na które czasem ciężko znaleźć chwilę. Po kąpieli obowiązkowo używam masła do ciała - zimą skóra przesusza się w zawrotnym tempie, a na twarz nakładam maseczkę. Teraz nie pozostaje nic innego niż wybrać sobie wygodny i ciepły strój na wieczór. Piżama, dresy, legginsy? Wybór zależy od Was. Nie zapomnijcie o ciepłych skarpetkach i szlaforku lub kocu i jesteście gotowe na dalsze atrakcje. 



2. Coś na ząb
Zanim na dobre ułożycie się na kanapie warto zadbać o przekąski i napoje. Nic tak nie wytrąca z błogiego stanu relaksu, jak wycieczki do kuchni. Ja lubię przygotować sobie coś ciepłego i sycącego, ale tak naprawdę wszystko zależy od waszych upodobań kulinarnych. Sushi, pizza, a może słodka czekolada lub ciasteczka? Wachlarz opcji jest naprawdę szeroki. Jedną z moich ulubionych opcji są domowe nuggetsy z kurczaka - smakują przepysznie, ale nie fundują nam wyrzutów sumienia jak chipsy czy zamówiona pizza z podwójnym serem. No i są banalnie proste do wykonania. Do tego duży kubek zielonej herbaty i jestem gotowa.

NUGGETSY Z KURCZAKA - PRZEPIS
Składniki (na dwie osoby):
- podwójna pierś z kurczaka
- płatki corn flakes
- mąka
- 2 jajka
- bułka tarta
- sól, pieprz, słodka papryka

1. Płatki corn flakes kruszymy i mieszkamy z bułką tartą (ja proporcje mieszam na oko, ale powiedziałabym, że mniej więcej 3:1) i dodajemy słodką paprykę do smaku.
2. Kurczaka kroimy na kawałki, dodajemy sól i pieprz do smaku, następnie obtaczamy je w mące, jajku i przygotowanej panierce z płatków. Układamy je na blaszce do pieczenia wyłożonej papierem lub folią do pieczenia.
3 Pieczemy ok. 15-20 minut w 180 stopniach.

Można je serwować z dowolnym sosem, ja polecam domowy sos czosnkowy na bazie jogurtu naturalnego.



3. Zrelaksuj się
No dobra - jesteście już na kanapie, otulone miękkim kocem, przekąski przygotowane, herbata paruje i co teraz? Ja zazwyczaj decyduję się na film - Netflix ma ogromną bazę filmów i seriali, więc każdy na pewno znajdzie coś interesującego. Najchętniej decyduję się na coś sprawdzonego - mam kilka filmów, do których lubię wracać właśnie w takie chłodne, ponure wieczory. Jednak niezależnie od tego czy oglądam znany mi film czy totalną nowość, zasada jest jedna - film ma być ciepły, radosny i wprawić mnie w dobry nastrój. A jeśli nie chcecie spędzać wieczora przed telewizorem to zapraszam do mojego posta o sposobach na relaks bez internetu, na pewno znajdziecie coś dla siebie :)

Teraz nie pozostaje nic innego, jak zapalić zapachowe świeczki, opatulić się jeszcze dokładniej i odetchnąć. To czas dla Was - każdy czasem go potrzebuje.

A jak u Was wygląda idealny jesienny wieczór? I jakie filmy polecacie - chciałabym stworzyć listę ze sprawdzonymi hitami na taką okazję, więc chętnie dodam do niej również Wasze pozycje!
Jak polubić sprzątanie

Jak polubić sprzątanie



Czy można polubić sprzątanie? To pytanie powracało do mnie przy wielu okazjach. Przy zmywaniu naczyń, przy ścieraniu kurzu z dziwnych zakamarków pokoju, przy odkurzaniu mieszkania najcięższym odkurzaczem jaki w życiu widziałam. Sprzątanie kojarzy się z czymś strasznie nieprzyjemnym, jest chyba gorszym obowiązkiem niż pocenie się z Chodakowską czy targanie toreb z zakupami z supermarketu. A ja kompletnie nie rozumiem dlaczego. Bo sprzątanie można lubić. I to bardzo. Gdybyście powiedzieli mojej mamie jakieś 10 lat temu, że jej córka polubi sprzątanie to jedyną jej reakcją byłby napad śmiechu. Dłuugi i niekontrolowany. Jako nastolatka dawałam się we znaki, chociaż wtedy wydawało mi się, że to tylko nieład artystyczny. Pościelenie łóżka? A po co? Przecież wieczorem do niego wracam. Włożyć ubrania do szafy a nie na fotel? Weź się mamo, bez sensu. Cotygodniowe wycieranie kurzy? Za jakie grzechy? 
I tak sobie z mamą tkwiłyśmy w tej bałaganowej niezgodzie, aż wyprowadziłam się na studia. Sama nie wiem dokładnie kiedy przyszedł moment, w którym zaczęłam regularnie sprzątać (obstawiam pierwszą sesję), ale od tamtej pory nie znoszę życia w nieładzie. Jeśli moje otocznie jest nieposprzątane zwyczajnie nie mogę się skupić. Ani na nauce/pracy, ani na wypoczynku. No dobrze, ale co dokładnie sprawia, że jest mi teraz łatwiej utrzymać porządek niż 15-letniej Oli?

1. Wszystko ma swoje miejsce
To dla mnie najważniejsza zasada. Nienaruszalna. Bez tego nie ma dla mnie porządku. Zwłaszcza teraz gdy dzielę pokój z chłopakiem, a nasza przestrzeń jest ograniczona, dużo łatwiej dzięki temi utrzymać ją w czystości. I tutaj uwaga, na rozplanowanie gdzie wasze rzeczy będą schowane warto poświęcić trochę czasu. Przede wszystkim zastanówcie się gdzie korzystacie z jakich przedmiotów. Chowanie długopisów i notesów w pudełku na regale, a nie w szufladzie przy biurku jest bez sensu. Pomimo, że w teorii mają swoje miejsce, jest to bardzo niepraktycznie i jestem przekonana, że z czasem zaczniecie zostawiać je na biurku, w nieładzie. Warto też podzielić rzeczy w szufladach na kategorie i posegregować, np. w pudełeczkach. Nie ma nic gorszego niż szuflada po brzegi wypełniona kosmetykami, w której trzeba grzebać przez 10 minut, aby znaleźć maskarę. 


2. Zasada 5 minut
Albo 2, albo 15. Zależnie od źródła, czas może być nieco inny, ale zasada pozostaje ta sama. Po prostu odłóż to na miejsce. Serio, to nie jest jakaś skomplikowana filozofia, ale wielu osobom sprawia ogromny trud. To jest nawyk jak każdy inny i zwyczajnie można go trenować, ale gwarantuję, że zobaczycie ogromną różnicę. Dla mnie jest to 80% sukcesu. Przede wszystkim nie czujecie, że sprzątacie, bo poświęcacie na coś tak znikomą ilość czasu, że ciężko to zakwalifikować jako nieprzyjemny obowiązek. Po drugie, jeśli macie niezapowiedzianych gości to nie musicie się stresować. Po trzecie, także dokładne sprzątanie nagle staje się dużo szybsze. 



3. Mianujcie jeden dzień dniem sprzątania

U mnie takie zaplanowane czynności sprawdzają się najlepiej. Zwyczajowo jest to sobota, tak było w moim domu rodzinnym i najwyraźniej przejęłam ten nawyk po mamie. Co ciekawe w Hiszpanii jest to zazwyczaj niedziela. Dla mnie jest to niezrozumiałe, żeby obowiązek zostawiać na koniec weekendu, bo ja nie potrafiłabym wypocząć, ale co kraj to obyczaj. Oczywiście wszystko w miarę możliwości, sama w poprzedniej pracy miałam zmienny grafik, więc dzień sprzątania odbywał się w dzień wolny, ale wiem, że dużo lepiej sprawdza się u mnie zawsze ten sam dzień. Poza tym to nie będzie dzień! Jeśli w ciągu tygodnia ogarniacie rzeczy na bieżąco - wycieracie blaty, odkładacie wszystko na miejsce - to wierzcie mi, że sprzątanie przeciętnego dwupokojowego mieszkania nie powinno zająć Wam więcej niż 2 godziny. 

4. Pozbądź się nadmiaru 
Tak, tak, wiem - wszyscy krzyczą teraz o minimaliźmie na prawo i lewo. Ja osobiście nie uważam się za minimalistkę, ale widzę dużo sensu w ograniczniu rzeczy, którymi się otaczamy. I nie mówię tu o wyrzucaniu 80% naszego dobytku, ale o przejrzeniu tego, co posiadamy i zastanowienie się czy naprawdę jest nam to wszystko potrzebne. Swoje pierwsze duże "oczyszczanie" zrobiłam po przeczytaniu książku Marie Kondo "Magia sprzątania". I chociaż porady autorki brzmią czasem nieco niedorzecznie, to główne założenie sprawdza się fantastycznie. Metoda KonMari polega na zatrzymaniu jedynie tych przedmiotów, które dają nam szczęście. Ale to jaką regułą posłużycie się wy, zależy tylko od was.


A jak jest u Was? Sterylny porządek czy artystyczny nieład? 
Zalety życia w Hiszpanii

Zalety życia w Hiszpanii


Moja hiszpańska przygoda powoli dobiega końca, dlatego, dopóki jeszcze tutaj jestem, postanowiłam się z Wami podzielić kilkoma przemyśleniami na temat życia w tym kraju. Jak każde miejscie, Hiszpania ma swoje plusy i minusy. Ja postanowiłam skupić się na pozytywach, ponieważ mieszkam tu za krótko, żeby wypowiadać się na tematy ważne w codziennym życiu (urzędy, prawo, służba zdrowia), bo zwyczajnie nie miałam z nimi styczności. Mam nadzieję, że ten post zachęci Was do odwiedzenia tego pięknego kraju i wyjście poza plażę i hotel all-inclusive, aby zapoznać się z lokalną kulturą i zwyczajami.

1. Jedzenie
Cóż mogę powiedzieć - kuchnia hiszpańska zawładnęła moim sercem! Po pierwsze, jest zupełnie inna niż sobie wyobrażałam. Lekkie sałatki, świeże owoce morza i ryby z grilla i do tego kosz owoców- ależ byłam w błędzie. No może nie całkowicie, ale wierzcie mi, że nie na tym opiera się kuchnia Andaluzyjska. To o niej będę mówić, bo właśnie w tym przepięknym, nadmorskim regionie przyszło mi mieszkać. Wiem, że dania potrafią różnić się znacząco pomiędzy regionami Hiszpanii, dlatego zaznaczam, że skupiam się na daniach z Analuzji. A te są po prostu przepyszne. Słynna paella, iberyjska wieprzowina, krewetki przygotowywane na wiele sposobów, mogłabym wymieniać bez końca! Uważam, że to wyjątkowo bogata kuchnia i bardzo niedoceniana, która zawsze przegrywa z powszechnie popularną kucnią włoską czy nawet grecką. Ale jeśli macie szansę zjeść tradycyjne przysmaki z tego kraju, to gorąco polecam! A jeśli macie ochotę zapoznać się nieco lepiej z daniami kuchni Andaluzyjskiej to chętnie przygotuję posta z moimi ulubionymi przysmakami!


2. Pogoda
Kiedy mówimy o południowym wybrzeżu Hiszpanii,  nie można nie wspomnieć o pogodzie. W sumie wystarczyłoby powiedzieć, że nie bez powodu jest nazwane Costa del Sol, czyli Wybrzeżem Słońca. Aktualnie temperatura utrzymuje się wciąż powyżej 20 stopni, a chociaż pochmurne czy deszczowe dni zdarzają się nieco częściej, to i tak praktycznie każdego dnia mamy potężną dawkę słońca. Co prawda temperatury latem potrafią dać się mocno we znaki, szczególnie jeśli tak jak ja, nie jesteście fanami upałów, ale wciąż pogoda jest dla mnie ogromnym plusem.


3. Ludzie
Mówi się, że ludzie żyjący na południu Europy są bardziej radośni i serdeczni i coś w tym jest. Większość mieszkańców jest niesamowicie uprzejma, panuje ciepła atmosfera i dość specyficzny, ale mający coś w sobie gwar. To też jest coś do czego trzeba się przyzwyczaić, Hiszpanie to naród nadzwyczaj głośny i rozmowny. No i te wszechobecne komplementy! Nie zdziwcie się kiedy pani z kiosku czy kierowca autobusu będą zwracali się do was "guapa", czyli po prostu... piękna. Przy czym warto zaznaczyć, że nikt w ten sposób nie próbuje flirtować, bo tak samo "guapa" jest tu młoda dziewczyna, jak i wiekowa staruszka. Jest to rodzaj uprzejmości, ale dla nieprzezwyczajonych, tak jak ja, niezwykle miły :)


4. Kultura / Różnorodność 
 Hiszpanie są narodem, który jest niezwykle dumny ze swojej historii i bogactwa kulturalnego. Jeśli spytacie Hiszpana jakie jest najlepszy kraj na świecie, to możecie domyślić się jaka będzie jego odpowiedź. Warto jednak zaznaczyć, że tak jak jedzienie, zwyczaje również różnią się w zależności od regionu, w którym jesteśmy. Andaluzja to region niesamowicie różnorodny. Zależnie od wybranego miasta, możecie spodziewać się czegoś zupełnie innego. Latem mekką turystów staje się Malaga. Położona nad samym morzem, jest niebem na ziemi dla spragnionych słońca. Warto rozważyć przyjazd w sierpniu, kiedy w mieście odbywa się feria, czyli wielki festyn. To doświadczenie, które ciężko opisać, ale warto zobaczyć to chociaż raz w życiu. Tradycyjne stroje, gwar i wszechobecne flamenco, które swoje korzenie ma właśnie w Andaluzji! Jeśli szukacie jednak spokojniejszego miejsca i nie zależy Wam na bliskości moża, to polecam Wam moją ukochaną Granadę. To miasto łączy w sobie hiszpańską i muzułmańską kulturę i wierzcie mi - ta mieszanka zapiera dech w piersiach.


5. Morze
Jako wielka miłośniczka morza nie mam tu na co narzekać. Bliskość wody zawsze wpływa na mnie uspokajająco i uwielbiam spacery brzegiem morza zarówno latem, jak i zimą. Szum fal, widoki i nawet zapach - uwielbiam każdy aspekt! A jeśli o wodzie mowa, to nie można zapomnieć o wszechobecnych basenach. Na osiedlu, na którym mieszkamy jest basem dostępny tylko dla mieszkańców i było to miejsce gdzie spędziłam większość letnich, gorących miesięcy.


A co Wy myślicie o Hiszpanii? Mieliście okazję ją odwiedzić, dopiero macie to w planach czy raczej nie znajduje się na waszej liście miejsc do odwiedzenia? Dajcie znać w komentarzach!
5 sprawdzonych sposobów na relaks bez internetu

5 sprawdzonych sposobów na relaks bez internetu


Nie ma się co oszukiwać - żyjemy w czasach internetu. Pracujemy przy komputerach, a potem spędzamy z nimi wolny czas. Większość czynności wykonujemy z elektroniką w ręku. I jak wszystko ma to swoje wady i zalety. Mobilność, niezliczone możliwośći, praca, wiedza, rozrywka - wszystko zamknięte w lekkim i poręcznym laptopie. Problem zaczyna się kiedy faktycznie ciężko nam spędzić wolny czas inaczej niż w towarzystwie ekranu. Ostatnio zaobserwowałam to u siebie - moje wieczory uzupełniał Netflix, Youtube, blogi i przeglądanie Pinteresta. Powiedziałam sobie dość kiedy podczas oglądania filmu, jednocześnie scrollowałam Instagram i przeraziło mnie jak ciężko jest mi się skupić na jednej czynności i jak bardzo ciągnie mnie do bezmyślnego bycia online. Przypomniałam sobie wtedy o prostych sposobach na relaks bez ekranu, które kiedyś sprawiały mi wiele przyjemności i postanowiłam do nich wrócić. Dzisiaj zebrałam dla Was moje TOP 5.

1. KSIĄŻKI 
Jako dziecko w podstawówce wygrałam konkurs w mojej miejskiej bibliotece - przeczytałam najwięcej książek w ciągu roku. Powieści pochłaniałam tak szybko, że któregoś dnia pani bibliotekarka spytała mojej mamy czy naprawdę je czytam, bo nie mogła w to uwierzyć. Czytanie zazwyczaj nachodzi mnie falami. Mam miesiące kiedy czytam jedną książkę i takie kiedy czytam przynajmniej jedną na tydzień, ale wciąż zakwalifikowałabym czytanie jako jedną z moich ukochanych form spędzania wolnego czasu. Ja akurat problemu z czytaniem na Kindle'u albo laptopie nie mam, bo zwyczajnie tego nie lubie i żadne argumenty o wygodzie do mnie nie przemawiają. Strony trzeba przewracać i już :) Ale rozumiem też ludzi, którzy takie rozwiązanie doceniają. Polecam jednak od czasu do czasu wrócić do klasycznego rozwiązania. Jeśli nie chcecie kupować książek gorąco polecam biblioteki, które wydają mi się trochę zapomniane, ale są fantastycznym wyjściem z sytuacji.


2. MAGAZYNY
Czyli Pinterest na żywo. W domu moich rodziców cały czas zalega stos magazynów In Style, które namiętnie kupowałam w czasach licealnych. Nie wspominając o pudłach z Twoim Stylem, którego moja mama zgromadziła grubo ponad 200 numerów. Aktualnie rzadziej kupuję gazety i kolorowe magazyny, właśnie ze względu na to, że potem zalegają w kątach domu i nie bardzo wiadomo co z nimi zrobić. Ale od czasu do czasu lubię kupić sobie jakieś babskie, modowe czytadło i niespiesznie je przejrzeć. Można po nim mazać, wyrywać kartki z insporacjami albo po skończeniu czytaniu stworzyć kolaż. No i aktualnie mamy tak szeroki wybór czasopism, że każdy znajdzie coś dla siebie.

3. KRZYŻÓWKI/SUDOKU
Nie wiem dlaczego taka rozrywka kojarzy się większości z a) emerytami lub b) znudzonymi studentami na wykładzie. Mnie miłością do krzyżówek zaraziła moja mama. Do dzisiaj pamiętam dzień kiedy w końcu udało mi się uzupełnić całą, bez podpowiedzi mojej rodzicielki. Nie poddawajcie się, na początku wiele słów jest faktycznie nietypowych, ale po jakimś czasie zwyczajnie je zapamiętacie i dzięki temu poszerzycie swój zasób słownictwa. A jeśli jesteście umysłami ścisłymi to polecam sudoku. Wierzcie mi, że niektóre potrafią być niezłym wyzwaniem. 


4. POŁĄCZ KROPKI 
Pamietacie ten szał na kolorowanki dla dorosłych? Jest to również świetne rozwiązanie na spędzenie wolnego czasu, ale niestety nie dla mnie. Za to odkryłam, że uwielbiam łączyć kropki! Kupiłam sobie całą książkę z różnymi słynnymi budowlani i przepadłam. Chyba nic nie wycisza tak mojego umysłu jak ta prosta czynność. Szukanie kolejnych numerków jest tak absorbujące, że wymaga całkowitego skupienia i sprawia, że świat przestaje dla mnie istnieć. Jeśli chcecie sprawdzić czy jest to rozwiązanie dla Was, polecam wpisać w Google "connect the dots" i wydrukować sobie kilka darmowych stron. 

5. PLANSZÓWKI/GRY TOWARZYSKIE
Ostatnie rozwiązanie jest dla osób, które swój czas lubią spędzać ze znajomymi, rodziną lub partnerem. Wierzcie mi, że jest to świetna zabawa i naprawdę warto dać grom planszowym szansę. Osoby, które nie przepadają za obszernymi instrukcjami mogą zdecydować się na klasyczne Monopoly albo gry typu trivia. Jeśli jednak nie żal wam poświęcić trochę czasu na zrozumienie zasad gry to wasz możliwości są nieograniczone. Z grami jedyny problem jest taki, że trzeba je kupić, ale i tu znajdzie się rozwiązanie. W dużych miastach z łatwością znajdziecie kawiarnie, które oferują planszówki. To świetna opcja na wypróbowanie nowych tytułów. A jeśli coś was wciągnie, możecie to kupić z pewnością, że dobrze się przy tym bawicie. Inną towarzyską opcją są trochę zapomniane karty i państwa/miasta. Szczególnie to ostatnie nie wymaga żadnych nakładów finansowych poza kartkami papieru i długopisami, a gwarantuje porządną dawkę śmiechu i rozrywki. 

A jakie Wy macie sposoby na spędzenie wolnego czasu bez ekranu? Podzielcie się nimi w komentarzach! Chętnie dorzucę nowe pozycje do mojej listy!
Wishlista na jesień 2017

Wishlista na jesień 2017

Jesień to zdecydowanie moja ulubiona pora roku jeśli chodzi o modę. Miękkie swetry, jeansy, botki - mogłabym tak chodzić cały rok. Co prawda w tym roku przyjdzie mi jeszcze poczekać na typowo jesienne temperatury, ale nie przeszkadza mi to w przeglądaniu oferty sklepów w poszukiwaniu inspiracji. Dzisiaj zgromadziłam dla Was kilka rzeczy, które wyjątkowo wpadły mi w oko i mam nadzieję, że prędzej czy później wylądują w mojej szafie. 

1. Sweter - H&M, 149,90 PLN Moim ulubionym elementem ubioru są swetry. Uwielbiam wszystkie rodzaje - cienkie, dopasowane, oversize, z luźnym golfem i takie, w których wyglądm jakbym uciekła z domku w Alpach. Ten z H&M jest dostępny w 3 kolorach i podoba mi się we wszystkich, ale polecam zerknąć też na ten w odcieniu indygo. 

2. Płaszcz - Zara, 399 PLN W sezonie jesiennym stawiam zazwyczaj na ramoneski oraz parki, ale przeglądając moją pinterestową tablicę zauważyłam, że na wielu zapisanych przeze mnie zdjęciach znajdują się takie proste, nieco męskie płaszcze. Najbardziej podobają mi się te w odcieniach karmelu i beżu, ale nie pogardziłabym również granatem lub szarością.  

3. Płaszcz - Pull&Bear, 199 PLN  Tym podpunktem zaprzeczam sama sobie, ale kiedy przeglądałam sklepy w poszukiwaniu idealnego płaszcza, wpadł mi w oko ten pudrowy i przepadłam. Kolor jest niecodzienny i na pierwszy rzut oka niezbyt jesienny, ale wydaje mi się, że ten zgaszony odcień różu jest bardzo neutralny i łatwy do zestawienia z innymi elementami garderoby. 

4. Bluzka - H&M, 39,90 PLN Moją główną inspiracją dla tego zakupu jest Wally z "Gdzie jest Wally" i wcale się tego nie wstydzę. Mój chłopak chyba złapie się za głowę, bo połowa mojej szafy jest w paski, ale ja nie potrafię się im oprzeć. A wersji biało-czerwonej jeszcze nie mam, więc czym prędzej muszę sobie taką sprawić :)

5. Botki - Stradivarius, 199 PLN Zazwyczaj nie zwracam uwagi na botki w kolorze innym niż czarny, ale ostatnio wyjątkowo podoba mi się połączenie jeansów z brązowymi butami. W tym sezonie króluje co prawda czerwień i buty w jej odcieniach również mi się podobają, ale taki ciepły brąz jest zdecydowanie bardziej uniwersalny i ponadczasowy. 

6. Sukienka - Pull&Bear, 99,90 PLN Trochę obawiam się, że w takiej sukience będę wyglądała jak dziewczynka z podstawówki, ale tak bardzo podoba mi się ten krój, że na bank zagości ona w mojej szafie. Planuję zestawiać ją z bluzkami z długim rękawem (paski, paski :D) albo sweterkami oraz kryjącymi czarnymi rajstopami i botkami! 

7. Naszyjnik - Ania Kruk, 119 PLN Jeśli chodzi o dodatki to ostatnio stawiam głównie na kolczyki, ale naszyjniki z takim odwróconym księżycem widzę ostatnio wszędzie! Ten od Ani Kruk występuje też w wersji srebrnej i większym rozmiarze, więc każdy znajdzie coś dla siebie. 

A co znajduje się na Waszych jesiennych wishlistach? 


Ulubieńcy października 2017

Ulubieńcy października 2017


Fakt, że skończył się już październik nieubłaganie przypomina mi o tym, że już za chwilkę, za momencik, skończy się również cały rok. Jest to taki słodko-gorzki okres, kiedy z jednej strony rozmyślam nad tym co się wydarzyło, jestem przerażona tym jak szybko leci czas, ale też nie mogę doczekać się świąt, całej tej otoczki i momentu spotkania z rodziną i przyjaciółmi. Koniec października to też moment, żeby pokazać Wam, co w zeszłym miesiącu umilało mi prysznice i sprawiło, że przykleiłam się do laptopa. 

1. URODA

Pierwsze z moich odkryć dla niektórych będzie zapewne żadną nowością. W końcu konjac sponge zdążył już na dobre podbić serca wielbicielek pielęgnacji, szczególnie tej pochodzącej z Azji. W skrócie jest to taka śmieszna, mała, roślinna gąbeczka do mycia twarzy. Przed każdym użyciem musimy ją namoczyć w ciepłej wodzie, a kiedy stanie się miękka po prostu myjemy nią twarz. Możemy używać jej z naszym ulubionym żelem albo samą i ja zdecydowałam się na opcję drugą. Już po tygodniu cera wyglądała o wiele lepiej. Używam jej rano i wieczorem i jestem bardzo zaskoczona jej działaniem. Trzeba tylko pamiętać, żeby dobrze ją osuszać i nie zostawiać pod prysznicem. Moją konjac sponge znalazłam w drogerii i mimo, że jestem zadowolona z działania to jej trwałość nie zachwyca, dlatego następnym razem skuszę się na oryginalną wersję.  


Drugim kosmetycznym ulubieńcem jest żel pod prysznic marki Yves Rocher o zapachu moreli i rozmarynu. Jak on pachnie! Niesamowicie umila każdy prysznic. Nie zauważyłam też aby wysuszał skórę (nie oczekuję od żelu nawilżenia), ale po każdym prysznicu używam masła do ciała, więc ciężko mi stwierdzić czy jakkolwiek wpływa na moją skórę. Jeśli zapach brzmi dla Was kusząco, biegnijcie do sklepu, bo niestety żel jest z limitowanej letniej edycji. Ja już zrobiłam zapas ;) 

Ostatnim ulubieńcem kosmetycznym jest tonik z wodą różaną marki Garnier. Od wielu lat jestem fanką toników tej firmy. Bardzo długo używałam wersji ogórkowej, która jest już chyba niedostępna, po czym przeszłam na opcję aloesową. Wszystkie sprawdziły się super, ale też warto podkreślić, że od toników oczekuję głównie odświeżenia. Dlatego ten z wodą różaną wygrywa dla mnie zapachem. Nie jest ciężko różany, pachnie delikatnie, kwiatowo i odświeżająco i umila mi tym samym poranną pielęgnację. 

2.MODA

W tej kategorii tylko jedna rzecz urzekła mnie w tym miesiącu. Niestety w Hiszpanii ani śladu jesieni, więc moje swetry i szaliki czekają na dnie szafy na zimniejsze dni. W związku z tym postanowiłam podrasować moje codzienne stylizacje kolczykami w kształcie koła. Okrągłe, owalne, lekko zniekształcone w kształcie lub z kolorowymi frędzelkami stały się moimi akcesoriami numer jeden w tym miesiącu. 


3. MUZYKA

W październiku wróciłam do używania Spotify i od razu przypomniałam sobie o ich fantastycznych playlistach. Moja ulubiona na jesienne wieczory to This is:Frank Sinatra. Natomiast jeśli chodzi o pracę czy pisanie to potrzebuję pełnego skupienia, więc podśpiewywanie pod nosem odpada. Dlatego moim numerem jeden jest - uwaga, uwaga - soundtrack z pierwszej gry The Sims. Może brzmi to nieco śmieszne, ale polecam sprawdzić niezależnie od tego czy jesteście fanami gry czy też nie. Melodie są tak spokojne i relaksujące, że odkąd ją odkryłam podczas pisania nie słucham niczego innego. No i te wspomnienia :) 


4. SERIALE

Jeśli ktoś zna mnie chociaż trochę to wie, że życie mogłoby mi upłynąć na oglądaniu seriali. A nie ma lepszego momentu na seriale niż jesień. Owijamy się kocykiem, herbata w dłoń i można tak leżeć i leżeć. W tym miesiącu wróciłam do serialu "How to get away with murder".  Już po kilku odcinkach przypomniałam sobie dlaczego tak go lubiłam. Jeśli seriale z morderstwem i tajemnicą w tle są w waszym guście to zdecydowanie polecam

Drugi serial nie powinien nikogo dziwić. 27 października na platformę Netflix powróciło z drugim sezonem “Stranger things” i cóż mogę powiedzieć - pochłonęłam go w dwa dni. Jeśli jeszcze nie mieliście okazji obejrzeć tego serialu to szczerze Wam zazdroszczę! Szczególnie polecam fanom filmów i muzyki z lat 80. - Wam na pewno uda się odnaleźć wszystkie nawiązania. A jeśli nie macie pojęcia o tym okresie w pop kulturze, to nie ma się co martwić. Ja sama nie wiem wiele o twórczości z tego okresu, a i tak oglądanie “Stranger things” było dla mnie świetną rozrywką. 


A co Was zachwyciło w październiku? Dajcie znać w komentarzach :)
Witaj na moim blogu!

Witaj na moim blogu!


Cześć nieznajomy! Miło mi widzieć Cię w moim zakątku internetu. Rozsiądź się wygodnie, mam nadzieję, że zostaniesz na dłużej. 
Blogowanie nie jest dla mnie nowością. W przeszłości założyłam (i skasowałam) więcej blogów niż chciałabym przyznać. Zasada do trzech razy sztuka niestety najwyraźniej na mnie nie działa. Postanowiłam jednak się nie poddawać i jestem tutaj znowu - zaczynam bloga po raz kolejny. Cóż, może jestem po prostu beznadziejnym przypadkiem ;) Tym razem chciałabym wierzyć, że moja motywacja sprawi, że wytrwam w tym postanowieniu i zacznę publikować regularnie. 

Pisanie było ze mną praktycznie przez całe życie. W latach szkolnych mieliśmy swoje rozstania
i powroty, ale przetrwaliśmy nawet moją zdradę z rozszerzoną chemią i jakimś cudem skończyłam z tytułem licencjata z dziennikarstwa. Dziennikarzem raczej nie będę (chociaż nigdy nie mów nigdy), ale słowo pisane ze mną zostało i co jakiś czas o sobie przypomina. Muszę przyznać, że tęskniłam za przelewaniem myśli na papier (lub klawiaturę). Dodatkowo cierpię aktualnie na nadmiar wolnego czasu - i tak, domyślam się, że nie jest to najczęstsze wyznanie w dzisiejszych czasach - dlatego postanowiłam to połączyć i wrócić do pisania. Mam nadzieję, że wybaczy mi ono kolejną długą rozłąkę i da kolejną szansę :)

No dobrze, ale do rzeczy! To o czym będzie ten Twój blog? Pewnie odpowiedzi na to pytanie poszukujecie, jeśli czytacie ten wpis. Nie chciałabym stawiać sobie limitów i ograniczeń od samego początku. Planuję poruszać wszelkie zagadnienia, które są dla mnie ważne i takie, które zwyczajnie sprawiają mi przyjemność. Możesz zatem spodziewać się relacji z podróży i życia za granicą. Aktualnie mieszkam w Hiszpanii, ale planuję przeprowadzkę w przeciągu kilku miesięcy, więc w tym temacie może się wiele zmienić. Oprócz tego chciałabym poruszać tematy urodowe
i makijażowe, wrzucić do tego miksu trochę mody w praktycznym wydaniu i doprawić to szczyptą codzienności. Mam nadzieję, że uda Ci się znaleźć coś dla siebie. 


Ja mam na imię Ola i miło mi powitać Cię raz jeszcze w moich skromnych progach i na początku mojej blogowej przygody! Wpadnij wkrótce po nowe wpisy i jeśli masz chęć przedstaw się w komentarzu :) Mam nadzieję, że nie jesteśmy już nieznajomymi! Do zobaczenia wkrótce!
Copyright © 2014 DailyAlexa - kobiecy blog lifestylowy , Blogger