Obserwuj bloga przez email

Jak polubić sprzątanie



Czy można polubić sprzątanie? To pytanie powracało do mnie przy wielu okazjach. Przy zmywaniu naczyń, przy ścieraniu kurzu z dziwnych zakamarków pokoju, przy odkurzaniu mieszkania najcięższym odkurzaczem jaki w życiu widziałam. Sprzątanie kojarzy się z czymś strasznie nieprzyjemnym, jest chyba gorszym obowiązkiem niż pocenie się z Chodakowską czy targanie toreb z zakupami z supermarketu. A ja kompletnie nie rozumiem dlaczego. Bo sprzątanie można lubić. I to bardzo. Gdybyście powiedzieli mojej mamie jakieś 10 lat temu, że jej córka polubi sprzątanie to jedyną jej reakcją byłby napad śmiechu. Dłuugi i niekontrolowany. Jako nastolatka dawałam się we znaki, chociaż wtedy wydawało mi się, że to tylko nieład artystyczny. Pościelenie łóżka? A po co? Przecież wieczorem do niego wracam. Włożyć ubrania do szafy a nie na fotel? Weź się mamo, bez sensu. Cotygodniowe wycieranie kurzy? Za jakie grzechy? 
I tak sobie z mamą tkwiłyśmy w tej bałaganowej niezgodzie, aż wyprowadziłam się na studia. Sama nie wiem dokładnie kiedy przyszedł moment, w którym zaczęłam regularnie sprzątać (obstawiam pierwszą sesję), ale od tamtej pory nie znoszę życia w nieładzie. Jeśli moje otocznie jest nieposprzątane zwyczajnie nie mogę się skupić. Ani na nauce/pracy, ani na wypoczynku. No dobrze, ale co dokładnie sprawia, że jest mi teraz łatwiej utrzymać porządek niż 15-letniej Oli?

1. Wszystko ma swoje miejsce
To dla mnie najważniejsza zasada. Nienaruszalna. Bez tego nie ma dla mnie porządku. Zwłaszcza teraz gdy dzielę pokój z chłopakiem, a nasza przestrzeń jest ograniczona, dużo łatwiej dzięki temi utrzymać ją w czystości. I tutaj uwaga, na rozplanowanie gdzie wasze rzeczy będą schowane warto poświęcić trochę czasu. Przede wszystkim zastanówcie się gdzie korzystacie z jakich przedmiotów. Chowanie długopisów i notesów w pudełku na regale, a nie w szufladzie przy biurku jest bez sensu. Pomimo, że w teorii mają swoje miejsce, jest to bardzo niepraktycznie i jestem przekonana, że z czasem zaczniecie zostawiać je na biurku, w nieładzie. Warto też podzielić rzeczy w szufladach na kategorie i posegregować, np. w pudełeczkach. Nie ma nic gorszego niż szuflada po brzegi wypełniona kosmetykami, w której trzeba grzebać przez 10 minut, aby znaleźć maskarę. 


2. Zasada 5 minut
Albo 2, albo 15. Zależnie od źródła, czas może być nieco inny, ale zasada pozostaje ta sama. Po prostu odłóż to na miejsce. Serio, to nie jest jakaś skomplikowana filozofia, ale wielu osobom sprawia ogromny trud. To jest nawyk jak każdy inny i zwyczajnie można go trenować, ale gwarantuję, że zobaczycie ogromną różnicę. Dla mnie jest to 80% sukcesu. Przede wszystkim nie czujecie, że sprzątacie, bo poświęcacie na coś tak znikomą ilość czasu, że ciężko to zakwalifikować jako nieprzyjemny obowiązek. Po drugie, jeśli macie niezapowiedzianych gości to nie musicie się stresować. Po trzecie, także dokładne sprzątanie nagle staje się dużo szybsze. 



3. Mianujcie jeden dzień dniem sprzątania

U mnie takie zaplanowane czynności sprawdzają się najlepiej. Zwyczajowo jest to sobota, tak było w moim domu rodzinnym i najwyraźniej przejęłam ten nawyk po mamie. Co ciekawe w Hiszpanii jest to zazwyczaj niedziela. Dla mnie jest to niezrozumiałe, żeby obowiązek zostawiać na koniec weekendu, bo ja nie potrafiłabym wypocząć, ale co kraj to obyczaj. Oczywiście wszystko w miarę możliwości, sama w poprzedniej pracy miałam zmienny grafik, więc dzień sprzątania odbywał się w dzień wolny, ale wiem, że dużo lepiej sprawdza się u mnie zawsze ten sam dzień. Poza tym to nie będzie dzień! Jeśli w ciągu tygodnia ogarniacie rzeczy na bieżąco - wycieracie blaty, odkładacie wszystko na miejsce - to wierzcie mi, że sprzątanie przeciętnego dwupokojowego mieszkania nie powinno zająć Wam więcej niż 2 godziny. 

4. Pozbądź się nadmiaru 
Tak, tak, wiem - wszyscy krzyczą teraz o minimaliźmie na prawo i lewo. Ja osobiście nie uważam się za minimalistkę, ale widzę dużo sensu w ograniczniu rzeczy, którymi się otaczamy. I nie mówię tu o wyrzucaniu 80% naszego dobytku, ale o przejrzeniu tego, co posiadamy i zastanowienie się czy naprawdę jest nam to wszystko potrzebne. Swoje pierwsze duże "oczyszczanie" zrobiłam po przeczytaniu książku Marie Kondo "Magia sprzątania". I chociaż porady autorki brzmią czasem nieco niedorzecznie, to główne założenie sprawdza się fantastycznie. Metoda KonMari polega na zatrzymaniu jedynie tych przedmiotów, które dają nam szczęście. Ale to jaką regułą posłużycie się wy, zależy tylko od was.


A jak jest u Was? Sterylny porządek czy artystyczny nieład? 

No comments:

Post a Comment

Copyright © DailyAlexa , Blogger