Moja pielęgnacja twarzy + mini recenzje

Moje początki z pielęgnacją twarzy były trudne. Wyobraźcie sobie 8-letnią Olę. Jest zima, na dworze śnieg i mróz, a koleżanki już czekają z sankami przed domem. Kurtka zapięta po (pewnie przyciętą suwakiem) brodę, czapka na głowie, rękawiczki są, humoru też nie brakuje, więc ochoczo ruszam w stronę drzwi. Stop! Jak to tak na mróz bez kremu? Ta tłusta Nivea to był mój najgorszy wróg. Całą zimę nie było dnia, kiedy mama nie wysmarowała mi twarzy tym klejącym kremem. Ileż to było zawodzenia i prób ucieczki. Wstręt do kremów został mi na długie lata, więc jako nastolatka unikałam jakiegokolwiek nawilżenia. Z czasem przekonałam się do żelowych konsystencji, które wchłaniały się bardzo szybko, ale też były zazwyczaj bardzo delikatnie nawilżające. Potem przeszłam przez lekkie kremy, klasyczną konsystencję, aż do teraz, kiedy historia zatoczyła koło i udało mi się przekonać do treściwych, gęstych kremów ;)


Aktualnie określiłabym swoją cerą jako mieszaną. Przetłuszcza się w strefie T, natomiast policzki są lekko przesuszone, czasami występuje też uczucie ściągnięcia. Cały czas szukam dla siebie odpowiednich kosmetyków, część z posiadanych przeze mnie uwielbiam, część jest okej, ale po skończeniu opakowania wiem, że będę szukała czegoś nowego. Czego zatem używam w mojej codzienniej pielęgnacji?


Do codziennego demakijażu twarzy używam płynu micelarnego 3w1 marki Garnier do skóry wrażliwej. Ilości zużytych przeze mnie butelek nie zliczę i chociaż czasem go zdradzam, to zawsze do niego wracam. Większość z Was na pewno go zna albo chociaż kojarzy, bo jest to jeden z najpopularniejszych kosmetyków w blogosferze. Jest uznawany przez niektórych za tańszy zamiennik słynnego płynu Biodermy, którego ja osobiście bardzo nie lubię i moim zdaniem wcale nie są podobne, ale moja mama używa obu i oba sobie chwali. Zmywam nim zarówno twarz, jak i makijaż ust oraz oczu i do wszystkiego sprawdza się świetnie. Nie wiem tylko czy nadaje się do demakjażu kosmetyków woododpornych, bo sama takich nie używam, ale matowe pomadki zmywa bez problemu.

Drugim produktem marki Garnier jest tonik łagodzący z wodą różaną. Używam go rano i wieczorem na oczyszczoną skórę, przed nałożeniem kremów lub olejków. Toniki pełnią dla mnie funkcję głównie odświeżającą, dlatego zwracam sporą uwagę na zapach. Ten z wodą różaną pachnie przepięknie! Zapach jest świeży i jest miłym akcentem w pielęgnacji.



Aktualnie do porannego i wieczornego oczyszczania cery używam łagodnego żelu do mycia twarzy z bławatkiem marki Tołpa. Nigdy nie używałam go do zmywania makijażu, jedynie do doczyszczenia jej po użyciu płynu micelarnego. Żel tak jak wskazuje nazwa jest bardzo łagodny i tak też oczyszcza. Faktycznie nie powoduje uczucia ściągnięcia, ale dla mnie jest chyba zbyt delikatny. Kiedy go skończę zdecyduję się na inny produkt, ale prawdopodobnie zostanę przy marce Tołpa.

Raz lub dwa razy w tygodniu lubię wykonać peeling twarzy. Jeśli o tym zapomnę mogę pożegnać się z dobrze wyglądającym makijażem twarzy. Mój ulubiony to morelowy scrub marki St. Ives. Jest niezwykle wydajny, wystarczy naprawdę niewielka ilość, aby dokładnie złuszczyć cały naskórek. Moim zdaniem jest dość mocny, także nie polecałabym go do skóry bardzo wrażliwej, ale przy mojej mieszanej sprawdza się wyśmienicie i wiem, że będę wciąż po niego sięgała.



Moim ulubionym kremem na dzień jest HydraIn2 marki Dermedic. To ulubieniec, o którym dowiedziałam się od mojej mamy. Na początku używałam go jedynie na wieczór ponieważ jest intensywnie nawilżający, ale z czasem zaczęłam stosować go na dzień. Aktualnie używam go tylko rano i pomimo gęstej konsystencji świetnie nadaje się pod makijaż. Trzeba jedynie poczekać nieco dłużej po aplikacji na wchłonięcie, ale ja zaczynam mój makijaż od malowania oczu, więc kiedy blenduję cienie, krem ma wystarczająco dużo czasu aby całkowicie się wchłonąć. Do tego odpowiada mi przepiękny zapach. Niestety jest on dosyć mocny, więc osoby z wrażliwym zmysłem węchu może nieco irytować.

Fajnego kremu pod oczy szukałam bardzo długo. Bardzo lubię kremy gęste i treściwe, tylko takie dają mi wystarczające uczucie nawilżenia pod oczami. Krem marki Rata&Co kupiłam w Tk Maxx, jeszcze mieszkając w Szkocji. Jest wyjątkowo bogaty w oleje - z nasion chia, awokado i kokosowy. Z miejsca się polubiliśmy i zawsze będąc w Tk Maxx rozglądam się za następnym, bo wiem, że zostanie ze mną na dłużej.



Długo nie mogłam przekonać się do olejów w pielęgnacji. Pierwszy olejek do twarzy dostałam w prezencie i od tamtej pory jest moim ulubieńcem w wieczornej pielęgnacji twarzy. Aktualnie kończę drugie opakowanie olejku Magic Rose marki Evree i jestem z niego bardzo zadowolona. Jedyną wadą jest jego niedostępność za granicą, dlatego wkrótce zaczynam testować nowy olejek - jeśli się sprawdzi na pewno dam Wam znać. Ten z Evree mogę jednak polecić z czystym sumieniem. 

Olejek z drzewa herbacianego marki The Body Shop ratuje mnie w sytuacjach kryzysowych. Używam go punktowo, na wypryski, zarówno te istniejące, jak i te, które powoli próbują wydostać się na światło dzienne. Świetnie łagodzi zaczerwienienia i jeśli zareagujemy wystarczająco wcześnie, to niespodzianka na twarzy znika zanim się pojawiła. Jedyną jego wadą jest dość specyficzny zapach, który mi osobiście nie przeszkadza tak bardzo, ale mojemu chłopakowi wyjątkowo nie odpowiada. 



Maseczki do twarzy stosuję z różną regularnością, czasami dwa razy w tygodniu, a czasami raz na dwa tygodnie. Chciałabym nad tą częstotliwością popracować zwłaszcza, że znalazłam maseczki, których efekty bardzo mi się podobają i wyjątkowo lubię ich używać.
Pierwsza z nich to maska detoksykująco-rozświetlająca z glinką marki L'oreal. Fajnie oczyszcza twarz, wyrównuje koloryt cery i rozświetla cerę. Potrafi dawać delikatne uczucie ściągnięcia, ale ja zaraz po jej zmyciu, nawilżam twarz, więc nie przeszkadza mi to. Radzę tylko uważać z czasem trzymania jej na twarzy. Zagadałam się raz z mamą i po zmyciu moja cera było dość widocznie zaczerwieniona. Nie utrzymało się zbyt długo, ale jednak uczucie wysuszenia nie jest najprzyjemniejsze, więc warto stosować się do zalecanego czasu.
Innym typem maseczek, który bardzo lubię są maski w płachcie, zwłaszcza te odżywcze i nawilżające. W mojej lokalnej hiszpańskiej drogerii mam ogromny wybór takich maseczek z wielu różnych firm, więc testuję różne rodzaje. Jednak jest jedna, która wyjątkowo przypadła mi do gustu - maska z wodą lodowcową marki Skin79. Jeśli macie okazję ją przetestować to gorąco polecam. Wiem, że sporo maseczek marek koreańskich można też spotkać w sklepach Tk Maxx.


A jak wygląda Wasza pielęgnacja twarzy? Macie swoich ulubieńców czy nadal ich szukacie? Czekam na Wasze rekomendacje w komentarzach!

No comments:

Post a Comment

Copyright © 2014 DailyAlexa - kobiecy blog lifestylowy , Blogger